25 October 2011

Dalszy rozwój Kościoła w Polsce


Początki Chrześcijaństwa w Polsce - cz. 2

W XII wieku Kościół posiadał mocno ugruntowaną pozycję na ziemiach polskich.
Struktury kościelne zostały rozbudowane za przykładem Zachodu, co skutkowało coraz bardziej skomplikowaną organizacją. Także sądy kościelne stały się coraz potężniejsze. Kościół kontrolował całe życie społeczne. To wszystko przyczyniło się do tego, ze Kościołowi wiodło się bardzo dobrze, szczególnie materialnie.

Zakony
Podobnie jak w całej Europie, w Polsce rozwijały się zakony. W roku 1200 było ok. 70 wielkich klasztorów w Polsce, ale w roku 1300 było ich już 300 (nie licząc mniejszych klasztorów oraz klasztorów Zakonu Krzyżackiego na Pomorzu).
Szczególnie szybko rozwijały się, posiadające coraz większy wpływ, klasztory zakonu cystersów.  Cystersi zakładali swe klasztory daleko od miast, wykorzystując pracę chłopów.  Cystersi jako misjonarze nie mieli zbyt dużo sukcesów (ich misja na Pomorzu nie powiodła się), natomiast byli bardzo sprawni w administracji i zarządzaniu, co przyniosło im powodzenie materialne. Cystersi mieli duży wkład w rozwój ekonomiczny, szczególnie w dziedzinach roli i zarządzenia posiadłościami.
Tzw. Księga henrykowska (z 1241 roku), zawierająca spis dóbr klasztoru cysterskiego w Henrykowie, daje dobry wgląd w życie ekonomiczne i społeczne tych czasów.

Podobnie zakony żebracze, jak dominikanie i franciszkanie, stały się wpływowe i potężne na ziemiach polskich. Powyższe zakony osiedlały się przede wszystkim w miastach. Ich mocną stroną było głoszenie kazań, których ludzie chętnie słuchali. Ich kazania wyróżniały się bogatym językiem, zawierały wiele przykładów z życia. W ten sposób przyczyniły się one do stworzenia nowego języka religijnego.
Także klasztory żeńskie rozwijały się dynamicznie i były wyjątkowo popularne. Do tego stopnia, że było wręcz za dużo kandydatek do życia zakonnego. Prawie wszystkie siostry były szlachciankami i pochodziły zazwyczaj z wyższych sfer społeczeństwa. Pójście do klasztoru było dla nich jedynym sposobem, aby studiować i rozwijać się.

Budynki kościelne zakonów żebrackich były  - w przeciwieństwie do innych klasztorów - otwarte dla wszystkich. Prezbiterium kościoła było przeznaczone wyłącznie dla braci zakonu, podczas gdy cała reszta budynku kościoła była dostępna dla wszystkich.

Zakony żebracze często wchodziły w konflikt z parafiami diecezjalnymi. Ze względu na swoją  popularność wśród ludu, klasztory zakonów żebraczych stawały się konkurencją dla parafii księży diecezjalnych.
Kult odpustów stał się od XIII wieku coraz bardziej popularny i zakony także dbały o możliwość otrzymania odpustów za odwiedzenie ich kościołów, co przynosiło dodatkowe dochody.

Pragnąc służyć pomocą w duchu chrześcijańskim, klasztory żebracze otwierały tzw. ‘szpitale’, które były nie tylko miejscem leczenia chorych, ale stanowiły domy schronienia dla biednych i wszystkich innych potrzebujących pomocy.

Kult świętych
W wielu miejscach rozpoczął się spontaniczne kult świętych. Rozwijały się różne formy kultu zmarłych założycieli lub przełożonych zakonów, mimo faktu, iż większość nie była formalnie kanonizowana.
Biskupi próbowali kontrolować kult świętach, ale lokalni nie kanonizowani ‘święci’ odgrywali bardzo ważną rolę w życiu religijnym Polaków.
Jednym z najważniejszych kanonizowanych polskich świętych był św. Stanisław, posiadający znaczenie ponadregionalne. Dzieło Życie św. Stanisława, napisane na potrzeby kanonizacji przez dominikanina Wincentego z Kielc, było popularną lekturą dla wielu pokoleń. Dzieło to dowodzi, że św. Stanisław jest centralną osobą w historii Polski.
Stanisław ze Szczepanowa (1030-1079) został zamordowany przez króla Bolesława Szczodrego. Uważano, że tzw. dzielnicowe rozbicie Polski (trwające od 1138 do 1320 r.), w którym Polska rozpadła się na części, jak członki poćwiartowanego Stanisława, była karą za zamordowanie biskupa (uważano ten czyn wręcz za świętokradczy). Jego kanonizacja w 1253 r. była postrzegana jako akt pokuty dla Polski za grzech polskiego króla.
Wyrażało to typowe dla zakonów żebraczych nadzieję i optymizm, że grzech można odkupić poprzez pokutę.
Wokół kultu św. Stanisława rozwijała się świadomość narodowa, w której nadzieja narodowa i religijna uległy całkowitemu przemieszaniu.

Inni ważni święci tego okresu, to np. św. Wojciech oraz św. Jadwiga (żona Henryka Brodatego, pochowana w klasztorze cysterskim w Trzebnicy).

Kult relikwii
Rozpoczął się okres masowych pielgrzymek. Wcześniej tylko szlachta i królowie pielgrzymowali do miejsc kultu świętych, aby pokutować lub błagać o szczególne dary (jak np. narodzenie się syna). Były to zazwyczaj pielgrzymki do odległych miejsc ‘świętych’.
Od XIII wieku zwykli ludzie, mieszczaninie i chłopi, zaczęli również pielgrzymować, przez co pielgrzymki nabrały całkiem innego charakteru. Były to pielgrzymki do lokalnych miejsc kultu, zazwyczaj do kościołów klasztorów zakonów żebraczych, w których miał miejsce jakiś cud, przypisany nie zawsze kanonizowanemu świętemu. Ponadto rozwijał się kult relikwii, traktowanych wręcz jak magiczne amulety, noszonych w procesjach w celu ochrony przeciwko klęskom i nieszczęściom.

Ważnym świętym dla Polski był również czeski biskup - św. Wojciech. Król Bolesław Chrobry kupił ciało Wojciecha od Prusów i przeniósł do katedry gnieźnieńskiej. W 1038 r., kiedy to Czesi najechali na Polskę, wywieźli ciało Wojciecha do Czech, gdzie  - do dzisiaj - znajduje się w katedrze św. Wita w Pradze. W 1127 r. (za panowania Bolesława Krzywoustego) ogłoszono, że cudownym sposobem głowa św. Wojciecha znalazła się w Gnieźnie i uroczyście umieszczono tę relikwię w katedrze gnieźnieńskiej.  

W całym kraju, w wielu miejscach, znajdowało się coraz więcej relikwii. Z inwentarza z 1110 roku wynika, że w katedrze krakowskiej znajdowały się cztery skrzynie z relikwiami różnych świętych. Normalnym procederem był wówczas handel relikwiami oraz fałszowanie ich. Wiele kościołów, w szczególności katedry, funkcjonowały jako mauzolea dla szczątków książąt i ‘świętych’ (często nie kanonizowanych), niejednokrotnie podarowanych przez królów innych państw.

Kościół w życiu człowieka
W średniowieczu Kościół był obecny niemal w każdej dziedzinie życia człowieka i regulował jego czas. Dzwony kościelne ustanawiały pory dnia i modlitwy (zegary mechaniczne nie istniały do XV w.), a kalendarz roczny organizowany był według świąt kościelnych.

W XIII wieku nastąpiły wielkie zmiany społeczne. Powstały nowe miasta, które zamieszkiwane były coraz częściej przez ludzi wolnych od wymagań szlachty. Społeczeństwo przybrało w związku z tym inny kształt.
W XIII wieku większość ludności na ziemiach polskich uważała siebie za chrześcijan, a wyznanie pogańskie prawie całkiem znikło z życia publicznego. W praktyce jednak wiara i praktyki chrześcijańskie mieszały się z praktykami pogańskimi. Zabobony i praktyki magiczne były nadal bardzo powszechne.  

Ilość parafii dynamicznie rosła. W XIV w. znajdowały się one nawet w najdalszych zakątkach ziem polskich.
Parafia zajmowała centralne miejsce w społeczeństwie, będąc miejscem spotkań wszystkich członków społeczności lokalnej, od chłopa po szlachcica. Parafia panowała nad życiem człowieka od urodzenia aż do śmierci.
Wszystkim ważnym wydarzeniom w życiu (jak np. urodzenie, ślub lub śmierć) towarzyszyły odpowiednie sakramenty. Sobór Laterański IV (1215 r.) uchwalił dekret, że każdy chrześcijanin ma obowiązek uczestniczyć co niedzielę we mszy oraz ma obowiązek przynajmniej raz w roku spowiadać się we własnej parafii (co zwiększało kontrolę kleru nad wiernymi).
W ten sposób każdy człowiek został całkowicie zintegrowany z Kościołem, a życie społeczne pokrywało się zupełnie z życiem parafialnym. Wszystko znajdowało się pod kontrolą kleru.
Kościół też starał się kontrolować małżeństwo, nie funkcjonujące początkowo jako sakrament, lecz będące sprawą prywatnego uregulowania pomiędzy rodzinami pary młodych. Kościół zaczął wymagać, że każdy ślub ma zostać zawarty w obecności Kościoła, reprezentowanego przez kapłana. Poza tym kapłan ma sprawdzać każdy zamierzony ślub pod względem zgodności z prawem kanonicznym, oraz każdy przyszły ślub ma odpowiednio wcześniej – przed zawarciem - zostać publicznie ogłoszony. W Polsce istniał bardzo duży opór przeciw tego rodzaju wymogom i nowinkom kościelnym, najdłuższej wśród szlachty, która opierała się temu do końca wieku XV.

Msza niedzielna, prowadzona po łacinie z kapłanem zwróconym twarzą do ołtarza, a tyłem do ludu, była centrum życia religijnego w społecznościach lokalnych.
W tym okresie lud bardzo rzadko przystępował do komunii (dwa, trzy razy w roku) z obawy o możliwą profanację. W XIII w. wprowadzono podniesienie hostii podczas konsekracji. Od tego momentu ludzie w miastach biegali od kościoła do kościoła, opuszczając msze zaraz po podniesieniu hostii, aby jak najczęściej widzieć podnoszoną hostię, wierząc, że patrzenie na nią ochroni ich przed złem, zapewni zdrowie i powodzenie w nadchodzącym tygodniu.

W pogańskich religiach niezwykle ważny był kult zmarłych. Kościół przejął ten zwyczaj chrystianizując istniejący kult pogański. Cmentarze stały się miejscami sakralnymi, odgrodzonymi od reszty świata. Msza nieraz zaczynała się krótką procesją po cmentarzu.
Chrystianizacja ziem polskich została dokonana, włączając jednak często i adoptując elementy zwyczajów pogańskich.

Edukacja
Edukacja pozostawała całkowicie i wyłącznie w rękach Kościoła. Istniały różne szkoły kościelne, które były bardzo ważne dla formacji kleru. Lektorzy tych szkół studiowali uprzednio na uniwersytetach zachodnich, jak np. w niemieckiej Kolonii, we Francji lub we Włoszech.

W roku 1364 została założona przez dominikanów, za staraniami króla Kazimierza Wielkiego, Akademia Krakowska. Uczelnia ta była przede wszystkim przeznaczona dla kleru i szlachty. Dominowały studia prawa. Na początku nie było wydziału teologii, gdyż papież na to się nie zgodził.
Można zauważyć różne preferencje w owych czasach. W bibliotekach zakonów były preferowane książki teologiczne, podczas gdy w bibliotekach katedralnych i kapitułach preferowane były książki prawne, w szczególności prawo kanoniczne. Dla najwyższych warstw kleru prawo kościelne było ważniejsze od teologii.

Nauka na Akademii Krakowskiej znajdowała się pod silnym wpływem uniwersytetu Karola w Pradze. Charakter akademii był jednak o wiele bardziej kościelny, niż zamierzał to król Kazimierz Wielki.

Akademia Krakowska została założona jako uczelnia dla kleru i szlachty, ale ciekawym jest, że studenci rekrutowali się nie tylko z synów szlachty i kleru, ale także z synów mieszczan i bogatszych chłopów, pochodząc z całego kraju, zarówno z miast jak i ze wsi.
Akademia Krakowska była bardzo znaczącą dla kształtowania elit kraju. Tu spotykały się różne tradycje teologiczne (różnych zakonów) oraz prawne (katedry, kapituły), co dobrze wpływało na Kościół i na realizację reform wewnętrznych. Podczas gdy wcześniej przede wszystkim kopiowano istniejące książki, powstawało teraz dużo nowych dzieł w Krakowie. Dzięki Akademii Krakowskiej po raz pierwszy polskie chrześcijańskie poglądy i dzieła docierały do innych miejsc w Europie.

24 October 2011

Początki Chrześcijaństwa w Polsce


Tym artykułem rozpoczynamy nowy cykl tematyczny omawiający różne aspekty dziejów Reformacji na terenie Polski.
Poniższy artykuł przedstawia początki Kościoła w Polsce, począwszy od tzw. Chrztu Polskiego.

Chrzest Polski
Mieszko I, panujący od 960 r., uważany jest za twórcę państwa polskiego. W roku 966 przyjął on chrzest (prawdopodobnie w Ostrowie Lednickim lub w Gnieźnie) co jest uważane zarazem za symboliczny chrzest Polski. Chrzest Mieszka miał przede wszystkim wymiar polityczny. Przyjmując chrzest widział szansę wzmocnienia swojej pozycji i jedności narodu. Czuł się zagrożony od zachodu i od wschodu. Jako książę chrześcijański stał się realnym partnerem dla innych władców Europy, godnym do zawierania umów handlowych i sojuszy militarnych. Poza tym, Mieszko potrzebował stabilizacji wewnętrznej; jednolita religia obejmująca całe państwo wzmacniała pozycję władcy.

Należało teraz schrystianizować naród. Prawdopodobnie na przełomie 967 i 968 r. w celu przeprowadzenia misji w Polsce został powołany pierwszy biskup polski Jordan (nieznanego pochodzenia, zm. 982 r. ). Z nim przyjechali inni duchowni, aby lud nauczać nowej religii. Chrześcijaństwo było wprowadzane często pod przymusem: chrzest albo życie. Gwałtownie niszczono miejsca i obiekty kultu, a kapłanów pogańskich mordowano.

Prawdopodobnie działalność biskupa Jordana wyglądała następująco: przyjeżdżał z żołnierzami Mieszka do nowego miejsca, gdzie niszczyli oni obiekty kultu pogańskiego. Przez tydzień nauczano mieszkańców nowej religii, a w sobotę następował chrzest, gdzie od ludzi wymagano wyrzeczenia się szatana, a potem wyznania wiary chrześcijańskiej. Biskup Jordan odprawiał pierwszą mszę, wygłaszał kilka nauk i wracał do stolicy. Na miejscu zostawiano kapłana, który miał się troszczyć o nowych wiernych, nauczać ich dalej i organizować życie kościelne.
Działalność misyjna miała miejsce przede wszystkim na terenach wokół stolicy i innych pobliskich grodów. Tereny położone na peryferiach czekały długo (czasami aż do 200 lat) na misjonarzy.
Bolesław I Chrobry kontynuował dzieło swojego ojca, wprowadzając chrześcijaństwo na terenie Polski, również często używając środków siłowych. Około roku 1000 odbywały się już synody kościelne i istniało kilka diecezji.

Sytuacja w XI-XII wieku
W pierwszej połowie XI wieku nastąpił niespokojny okres buntów ludowych przeciwko rozwijającemu się systemowi feudalnemu, w którym Kościół miał niemały udział, obciążając ludzi wymaganiem dziesięciny. W wielu miejscach kościoły zostały zniszczone, a kler wymordowany lub wypędzony.

Król Kazimierz Odnowiciel (1016-1058) odbudował i zorganizował struktury kościelne oraz przeniósł stolicę państwa i Kościoła do Krakowa.
Kościół zorganizował na terenie Polski diecezje, stając się jednocześnie coraz wyraźniej podmiotem politycznym. Książęta i zamożni fundując nowe kościoły i diecezje czuli się ich właścicielami i często wtrącali się w sprawy kościelne.
W ten sposób powstała dość szybko gęsta sieć parafii. Pod koniec XII w. w województwie gnieźnieńskim było ok. 800-1000 kościołów.

Kościół powiększał swój majątek, często dzięki darom zamożnych. Posiadł całe wioski i miasta wraz z mieszkańcami. Dla przykładu, arcybiskup Gniezna w XII wieku posiadał ok. 150 wsi, a pod koniec XIV wieku 11 miast i 330 wsi.
Kościół posiadał ogromne dochody z cła, dziesięciny z pracy na roli oraz podatków od ludności. Biskup dysponował tymi dochodami i mógł sam decydować, czy przekaże je na rzecz parafii, czy zatrzyma dla siebie.
Kościół stał się finansowo i politycznie niezależny. Otrzymał coraz więcej przywilejów i posiadał swoje niezależne sądy.
Chrześcijaństwo stało się w Polsce religią państwową.

Najważniejsze były przede wszystkim publiczne praktyki religijne i religijne zachowania publiczne, które można kontrolować, czyli: przestrzeganie niedziel, chrzty, pogrzeby chrześcijańskie, post i pokuty. Szczególnie ważną praktyką religijną był wówczas post (praktykowany w każdy piątek oraz podczas Wielkiego Postu).
Istotnym przejawem życia kościelnego była msza. Udział wiernych sprowadzał się przede wszystkim do określonych rytualnych gestów i śpiewów oraz do udziału w procesjach. Księża parafialni byli zazwyczaj bardzo słabo przygotowani, nie znając zbyt dobrze liturgii oraz ówczesnego języka liturgicznego, czyli łaciny. Jedynie kazanie było wygłaszane po polsku. Ważnym elementem mszy było przyniesienie darów do ołtarza. Msza prawdopodobnie była odprawiana twarzą do ludzi.

W ciągu XII wieku rozwija się także życie klasztorne. Szczególnie benedyktyni i cystersi byli aktywni w Polsce. Cystersi odegrali ważną rolę w rozwoju rolnictwa, przynosząc nowe techniki ułatwiające prace na roli.

W 1180 roku miał miejsce synod kościelny i jednocześnie zjazd książąt w Łęczycy, podczas którego biskupi otrzymali prawo nietykalności ich uposażenia. Książęta zrezygnowali z prawa do zabierania własności zmarłego biskupa, jak było to dotąd w zwyczaju.

Reformy w XIII wieku
Wiek XIII jest okresem odnowienia wewnętrznego i odnowienia jedności kraju, w którym Kościół odegrał ważną rolę.
Powstały napięcia między królem a Kościołem. Tak jak w innych miejscach Europy, także w Polsce miała miejsce walka o inwestyturę. Kościół dążył do całkowitej niezależności od władz świeckich. Arcybiskup Gnieźnieński Henryk Kietlicz (1115-1219) żądał wprowadzenia reform gregoriańskich (nazwa reform od imienia papieża Grzegorza VII), co oznaczało: wolne wybory biskupów przez kapituły katedralne, zrzeczenie się przez książąt prawa do inwestytury (czyli prawa do ustanowienia biskupów), zwolnienia własności Kościoła od wszelkich podatków państwowych. Żądał także wprowadzenia w życie wszystkich uchwał z Łęczycy.

Papieżem wówczas był Innocenty III (1161-1216), który w całej Europie wprowadzał reformy kościelne zwane gregoriańskimi, gotów wszędzie ingerować, aby tylko wzmocnić pozycję i potęgę Kościoła.
Gdyby wszystko się udało, żadna świecka władza nie mogłaby w jakikolwiek sposób przeszkodzić działaniu Kościoła w dążeniu do celu: supremacji Kościoła nad państwem.
W Polsce, żaden z książąt nie był w stanie cokolwiek zrobić przeciwko arcybiskupowi Kietliczowi, a poza tym książęta byli między sobą zbyt podzieleni, aby móc wspólnie oprzeć się zamierzeniom arcybiskupa.
Król Władysław Laskonogi (1161-1231) jednakże nie ustąpił, powodując konflikt, w wyniku  którego arcybiskup obłożył króla klątwą, na co król odpowiedział nakazem banicji arcybiskupa. Papież potwierdził działania arcybiskupa i wezwał kler polski do posłuszeństwa  arcybiskupowi, co oznaczało nic innego jak nawoływanie do buntu przeciwko władcy Polski. Arcybiskup Kietlicz tryumfował osiągnąwszy swój cel. Nie zdołał uniknąć jednak problemów
wewnątrz Kościoła. Pragnął on odnowić oblicze moralności kleru, m.in. poprzez nałożenie obowiązku celibatu, przez co miał wielu przeciwników wśród samych biskupów. Bezwzględność, jaka go charakteryzowała, już z zasady przysparzała mu wielu wrogów. Następny papież Honoriusz III nie stanął już po jego stronie, Kietlicz zmarł w 1219 r. opuszczony przez wszystkich.

Arcybiskup Kietlicz zapoczątkował serie konfliktów między Kościołem a państwem, które były kontynuowane przez następnych królów i biskupów. Skutkiem tego była utrata przez Kościół państwowego charakteru, natomiast coraz silniejsze stały się związki z zamożną szlachtą, wśród której rekrutowano następców biskupów.

Pod koniec XIII wieku zapanowała pewna stabilizacja w kraju, ale sytuacja kościelna była bardzo daleka od obrazu Kościoła, który znajdujemy w Nowym Testamencie.

10 October 2011

Przypowieść o dobrym Samarytaninie


Ewangelia wg Łukasza 10,29-37

Pewien znawca Prawa wstał i zadał Mu podchwytliwe pytanie:
Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?         (Pytanie 1)

On mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?    (Pytanie 2)

Tamten powiedział: Będziesz miłował Pana, swego Boga,            (Odp. na pyt. 2)
z całego swego serca, z całej swojej duszy, z całej swojej siły
i całym swoim umysłem, a swego bliźniego jak siebie samego.

Wtedy Jezus oznajmił: Słusznie odpowiedziałeś.                         (Odp. na pyt. 1)
Tak czyń, a będziesz żył.

Lecz on, chcąc siebie usprawiedliwić, zapytał Jezusa:
a kto jest moim bliźnim?                                                               (Pytanie 3)

Jezus nawiązując do tego, powiedział:                   (Pytanie 4: przypowieść)

Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i napadli na niego
bandyci, którzy nie tylko go obrabowali, ale też poranili, zostawili na
pół umarłego i odeszli.
Przypadkiem schodził tą drogą pewien kapłan, zobaczył go i ominął.
Podobnie Lewita, gdy przyszedł na to miejsce, zobaczył go i ominął.
Natomiast pewien Samarytanin, który tamtędy podróżował i również
obok niego przechodził, kiedy go zobaczył ulitował się.
Podszedł do niego, opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem,
wsadził go na swoje zwierzę, zawiózł do zajazdu i opiekował się nim.
Następnego dnia wyjął dwa denary, dał karczmarzowi i powiedział:
Zajmij się nim, a jeśli coś więcej wydasz, oddam ci, kiedy będę wracał.

Jak ci się wydaje?
Który z tych trzech okazał się bliźnim tego, co wpadł w ręce bandytów?

Tamten odpowiedział: Ten który okazał mu miłosierdzie.               (Odp. na pyt. 4)

 Jezus na to: Idź i ty czyń podobnie.                                               (Odp. na pyt. 3)


Kontekst
Przypowieść o dobrym Samarytaninie należy analizować nie zapominając o jej miejscu w kontekście szerszej dyskusji teologicznej. Ponieważ sam dialog jest krótki a przypowieść stosunkowo długa, często ignorowany zostaje kontekst dialogu, co powoduje, że przypowieść pozostaje niczym więcej niż zachętą do pewnego etycznego działania.

Struktura
Dialog składa się z dwóch sekcji, obejmujących po dwa pytania i dwie odpowiedzi, z czym przypowieść jest częścią odpowiedzi.

Pierwsza sekcja
1.      Znawca Prawa, pytanie 1:
Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?
2.      Jezus, pytanie 2:
Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?
3.      Znawca Prawa, odpowiedź na pyt. 2:
Miłuj Boga i bliźniego swego
4.      Jezus, odpowiedź na pyt. 1:
Tak czyń, a będziesz żył

Druga sekcja
5.      Znawca Prawa, pytanie 3:
Kto jest moim bliźnim?
6.      Jezus, pytanie 4:
(po opowiedzeniu przypowieści)
Kto w przypowieści okazał się bliźnim?
7.      Znawca Prawa, odpowiedź 4:
Ten który okazał mu miłosierdzie
8.      Jezus, odpowiedź na pyt. 3
Idź ty i czyń podobnie

Znawca prawa wstał – był to zwyczajowy sposób wyrażenia szacunku dla nauczyciela. Zwrócił się do Jezusa słowami Nauczycielu (rabbi) – co oznacza, że widział Jezusa jako równego sobie, jako znawcę, nauczyciela.  
Znawca prawa chciał przetestować Jezusa, ale z kontekstu nie wynika jasno na czym miałby polegać ten test.
Najprawdopodobniej znawca Prawa oczekiwał jakiegoś typowego żydowskiego wyjaśnienia spełnienia wymogów Prawa w celu otrzymania życia wiecznego.
W tradycji żydowskiej istniały dwie możliwości:
1. można było powiedzieć, że otrzymanie życia wiecznego jest darem, na który nie można zasłużyć
2. można było zgodnie z tradycją rabińską podkreślić spełnienie Prawa, (co też Jezus czyni)

Znawca podsumowuje Prawo łącząc dwa teksty z Ks. Powtórzonego Prawa (V Mojż.) 6,5 oraz Księgi Kapłańskiej (III Mojż.) 19,18. W innych miejscach Jezus sam podsumowuje Prawo w tenże sposób (|Ew. Mateusza 19,16-22; Ew. Marka 10,17-22; Ew. Łukasza 18,18-23).
Połączenie tych dwóch tekstów, jako podsumowanie, zostało już wcześniej dokonane w judaizmie. Przykazanie miłości i miłosierdzie zajmuje centralne miejsce w judaizmie.

Znawca Prawa chce konkretnie wiedzieć kim jest bliźni, a Jezus w odpowiedzi opowiada mu przypowieść, chcąc przez to skłonić go do samodzielnego przemyślenia tej kwestii i udzielenia sobie odpowiedzi na swoje pytanie.

Kontekst historyczny
Wszyscy kapłanie izraelscy byli podzieleni na 24 grupy, każdy z nich musiał dwa tygodnie rocznie służyć w świątyni (por. 2 Ks. Kronik 24,1-19; Ew. Łukasza 1,8). Około połowa kapłanów mieszkała wtedy w Jerychu.

Samarytanie byli znienawidzeni przez Żydów. Po wygnaniu z północnego Izraela, Asyryjczycy przesiedlili ludzi z innych rejonów Izraela, z nakazem służby izraelskiemu Bogu. Samarytanie akceptowali tylko Pięcioksiąg a ich świętym miejscem była góra Gerizim. Samarytanie byli porównywani z Filistyńczykami (por. Sirach 50,25-26). Niektórzy rabinowie twierdzili, że jedzenie chleba otrzymanego od Samarytanina jest równoznaczne z jedzeniem wieprzowiny.
Nie wszyscy oczywiście byli aż tak skrajni. Istniały kontakty handlowe pomiędzy Żydami a Samarytanami.

Przypowieść – znaczenie.
Przypowieść funkcjonuje jako wyjaśnienie tekstu biblijnego, mianowicie przykazania miłowania swego bliźniego jak siebie samego (Ks. Kapłańska 19,18). Wyjaśnienie tekstu z Tory (Prawa) za pomocą przypowieści było normalną praktyką w tradycji rabińskiej.
Całość przypowieści ma 7 strof, jak pokazano w podziale tekstu na początku artykułu. Pierwsze trzy są charakteryzowane przez ciąg: przychodzić, czynić, wychodzić.
Bandyci przyszli, zrabowali, pobili i uciekli.
Kapłan przyszedł, widział, ominął i poszedł dalej, podobnie Lewita.
Przy Samarytaninie ciąg zostaje przerwany: przychodzi, widzi, ale nie odchodzi, lecz zaczyna działać.  

Scena 1
Droga z Jeruzalem do Jerycho (ok. 30 km), to droga stroma prowadząca przez górską pustynię (Jeruzalem jest położone na wysokości ok. 820 m. nad poziomem morza, Jerycho na wys. 240 m.n.p.m). Droga ta było znana jako niebezpieczna, podróżni często byli tam atakowani.
Tamtędy przechodzi ktoś, kto zostaje zaatakowany przez bandytów. Nie znajdujemy więcej informacji na temat pokrzywdzonego człowieka. Zakłada się, że jest Żydem, ale nie ma stuprocentowej pewności.

Na Bliskim Wschodzie żyły i żyją różne grupy etniczne i religijne. Istotnym dla nich jest odróżnienie, oddzielenie od innych grup. Przynależność do poszczególnej grupy można rozpoznać przez mowę (język) oraz przez ubranie. Podróżny zostaje obrabowany z wszystkiego, nawet z ubrań, i do tego zostaje dotkliwie pobity, jest nieprzytomny, prawie nie żyje. W związku z tym rozpoznanie jego przynależności do którejś z grup staje się niemożliwe. Nie posiada już ubrań i ze względu na swój ciężki stan nie może mówić. Człowiek ten stracił tożsamość. Kiedy później kapłan, Lewita lub Samarytanin przechodzą, nie są w stanie go zidentyfikować, nie są w stanie określić czy poszkodowany jest Żydem.

Scena 2 - Kapłan
Grecki tekst nie wyjaśnia, czy kapłan szedł pieszo, czy jechał, ale można zakładać, że jechał na zwierzęciu. Kapłanie należeli do najwyższej warstwy społeczeństwa, do elity i żaden kapłan nie przebywałby takiej drogi na pieszo. Tylko biedni chodzili przez pustynię.

Kapłan nie pomógł, ominął i uciekł. To zachowanie było prawdopodobnie uznawane przez większość słuchaczy jako słuszne.
Kapłan był więźniem własnego systemu prawnego. Aby zrozumieć sposób myślenia kapłanów, można przeczytać np. Księgę Mądrości Syracha 12,1-7, gdzie m. in. zostało zapisane: Dawaj bogobojnemu, a nie wspomagaj grzesznika. Dobrze czyń biednemu, a nie dawaj bezbożnemu, odmów mu chleba swego … (w. 4-5a). Te księgi deuterokanoniczne nie znajdują się w Biblii, ale mimo to odgrywały ważną rolę dla pobożnych Żydów I wieku n.e. i były ważne w kształceniu myślenia teologicznego.
Pomoc grzesznikom mogłaby więc oznaczać działanie przeciw Bogu, a różnica między grzesznikiem a obcym prawie zanikała w myśleniu kapłanów. Do tego nieszczęścia, które człowieka spotykały, były często widziane jako kara Boska (por. np. Ew. Łukasza 13,1-4), więc pomaganie takiemu człowiekowi oznaczałoby działanie przeciwko woli Boskiej.

Innym problemem były nieczystości rytualne. Gdyby kapłan dotknął martwego ciała, byłby siedem dni rytualnie nieczysty (Ks. Liczb 19,11-22), kapłanom nawet było zabronione mieć kontakt z martwymi ciałami (Ks. Kapłańska 21,1-4; 22,4-7). Nie tylko dotknięcie ciała, ale nawet dotknięcie przedmiotów, których dotkały zwłoki, lub nawet cień padający na zwłoki mógłby uczynić kapłana nieczystym. Według rabińskiego nauczania wymagane jest trzymanie odległości przynajmniej 4 łokci (ok. 2,20 m) od zwłok.
Nieczystość oznaczała dla kapłana również zakaz przybliżania się do rodziny, zakaz jedzenia chleba ze świątyni. Po za tym byłby to wstyd w jego miejscu zamieszkania gdyby wrócił nieczysty ze służby w świątyni.
Kapłan jadący drogą i widzący leżącego nieprzytomnego człowieka nie byłby w stanie ocenić, czy żyje czy nie. W celu określenia stanu leżącego musiałby się przybliżyć, ale gdyby okazało się, że poszkodowany nie żyje, kapłan byłby nieczysty. Dlatego też tutaj omija on leżącego, zachowując bezpieczną odległość. Wielu pobożnych Żydów, słuchaczy Jezusa, opisane tutaj zachowanie pochwaliłoby i uznało jako słuszne.

Z drugiej strony jednak istniały też inne przykazania, np. nakaz pogrzebania opuszczonych zwłok człowieka.  
Najważniejszą dla pobożnego Żyda była zasada, aby zawsze ratować życie ludzkie, aby to czynić można było w praktyce złamać wszystkie przekazania.
Nie wiemy, czy kapłan i Lewita sądzili, że leżący człowiek jest martwy, czy też ciężko ranny. W obu przypadkach jednak istniał obowiązek, mimo nakazu czystości, aby albo pogrzebać ciało, albo pomóc i ratować życie ludzkie. Okazuje się, że zarówno dla kapłana jak i dla Lewity najważniejsza była czystość rytualna.
Kapłan okazał się więźniem panującego rabińskiego systemu prawnego ( systemu nakazów i zakazów).

Scena 3 - Lewita
Lewita prawdopodobnie widział, że przed nim jedzie kapłan. Droga bowiem przebiegała stromo w dół, więc doskonale można było zobaczyć kto jest w drodze.
Inaczej niż kapłan, lewita rzeczywiście podchodzi bliżej do rannego. Nie wiadomo właściwie dlaczego mu nie pomógł. Lewitów nie obowiązywały tak ostre reguły dotyczące czystości rytualnych jak kapłanów, ale on także nie pomógł.

Scena 4 - Samarytanin
Po kapłanie i lewicie obok leżącego przechodzi zwykły człowiek. Żydowscy słuchacze naturalnie oczekiwali, że teraz w opowieści kolej na Żyda – kolejność kapłan, lewita, Żyd częściej występowała w rozprawach i przypowieściach rabińskich.
Musiało być szokiem dla słuchaczy, że ten, który podchodzi do leżącego jest jednym ze znienawidzonych Samarytan. Samarytanie byli uznawani za heretyków, stanowiąc dla wielu Żydów gorszą grupę niż poganie.
Żydowski komentarz do Tory (Prawa) – Miszna - oznajmia, że ten kto je chleb od Samarytanina, jest jak ten, który je wieprzowinę, co było czymś niezwykle obrzydliwym dla pobożnego Żyda. Samarytanie byli wówczas nawet publicznie przeklinani podczas nabożeństw w synagogach.
Opowieść Jezusa, w której tenże znienawidzony Samarytanin okazuje się pomocny i miłosierny była bardzo odważna. Słuchacze mogliby wyrazić swój sprzeciw, niezadowolenie nawet w agresywny sposób.

Kapłan ominął z daleka, lewita przybliżył się ale i on uciekł, ale Samarytanin podszedł do rannego człowieka i rzeczywiście pomógł. Grecki wyraz splanchnizomai, tłumaczony jako litować się, jest w greckim bardzo mocnym wyrazem.
Gdyby bandyci znajdowali się jeszcze w pobliżu, mogliby także zaatakować Samarytanina. On jednak bez wahania udzielił pierwszej pomocy. Opatrzył mu rany, zalał je oliwą i winem – kolejność przy tym jest dość nietypowa. Wino i olej były wówczas używane do dezynfekcji i leczenia ran.
Znajdujemy tu echo Starego Testamentu, gdzie o Bogu powiedziano, że troszczy się w ten sposób o swój lud: Spowoduje, że zabliźnią się twoje rany i uleczy cię z twoich ciosów – mówi Pan… (Jeremiasz 30,17). Także u proroka Ozeasza czytamy o Bogu, który leczy i opatruje nasze rany (Ozeasza 6,1-10, por. także Micheasza 6,7-8).

Następnie Samarytanin bierze rannego człowieka na swoje zwierzę. Z tekstu nie wynika, czy Samarytanin siedzi razem z rannym na swoim zwierzęciu, czy tylko ranny na nim siedzi a on prowadzi. To byłoby wielkie poniżenie w kulturze bliskiego wschodu.
To, że posiadał zwierzę, a olej i wino wiózł ze sobą wskazuje na to, że prawdopodobnie był kupcem.
Potem zostaje całą noc w karczmie z rannym, co oznacza także poświęcenie.
To również było niebezpiecznie. Samarytanie byli znienawidzonymi, chęć zemsta była bardzo aktualna.
Samarytanin wjeżdżający z ciężko rannym Żydem do żydowskiego miasta, jest w podobnie niebezpiecznej sytuacji jak Indianin wjeżdżający z oskalpowanym cowboyem do miasta, Mimo jego postawie, chęci pomocy rannemu, jest widziany mimo to jako wróg.

Następnego dnia Samarytanin dał dwa denary, co wystarczyło na dwutygodniowy pobyt w karczmie. Ranny nie posiadał już nic i za nie opłacony pobyt w karczmie mógłby zostać aresztowany. Gdyby Żyd zapłacił za niego, mógłby liczyć na to, że kiedyś otrzyma swe pieniądze z powrotem, ale Samarytanin będąc na obcej i wrogo nastawionej mu ziemi nie mógł liczyć na zwrot długu.
Samarytanin czyni wszystko odwrotnie jak bandyci. Bandyci obrabowali, podczas gdy Samarytanin zapłacił za niego. Bandyci zostawili go, prawie umierającego, podczas gdy Samarytanin zatroszczył się o niego. Bandyci uciekli, podczas gdy Samarytanin obiecał, że wróci.

Pytanie
Pytaniem końcowym nie jest jak powinienem się zachować wobec Samarytan, czyli wobec obcych, a nawet wrogów. Pytaniem jest, kto był naprawdę bliźnim pobitego Żyda.
Dla kapłana i Lewity najważniejszym było utrzymanie rytualnej czystości, dlatego nie można ich nazwać bliźnimi rannego człowieka. Bliźnim był ten, który zauważył potrzebującego człowieka na swojej drodze i zareagował pomagając.

Pierwotnym pytaniem (w. 25) było kto otrzyma wieczne życie. Odpowiedź brzmi, że ci, którzy są w Izraelu (kapłanie, lewici) i sadzą, że są dziećmi Bożymi, są właściwie na zewnątrz, poza; lecz ci, którzy są na zewnątrz (Samarytanie), osiągną życie wieczne. Lud Boży jest o wiele większy niż tylko Izrael, a poza tym nie urodzenie, lecz żywa wiara decyduje o otrzymaniu wiecznego życia.

Kontekst, ciąg dalszy
Jak przypowieść funkcjonuje w całości dialogu między Jezusem a Znawcą Prawa?
Znawca Prawa zapytał: kto jest moim bliźnim? Na to Jezus odpowiada mu przypowieścią a potem pyta, kto był bliźnim dla rannego. Znawca Prawa jest teraz zmuszony sam odpowiedzieć na swoje pytanie.
Znawca Prawa oczekiwał od Jezusa jakiejś ograniczonej kategorii bliźniego, ale otrzymał odpowiedź, która zniszczyła wszelkie myślenie w kategoriach granic. Znawca Prawa chciał ograniczyć swoją odpowiedzialność w miłowaniu bliźniego, chciał wiedzieć, kto należy do kategorii ludzi, których ma miłować, a kogo nie. To typowy sposób myślenia faryzeuszów, którzy cały świat i życie podzielili w kategoriach, co wolno, a co nie, itd.
Jezus jednak likwiduje wszelkie ograniczenia. Pytanie „Kto jest moim bliźnim?” nie jest właściwym pytaniem, ponieważ nie jest możliwym, że ktoś może nie być moim bliźnim. Nie istnieją ludzie, nie mogący być twoimi bliźnimi. Innymi słowy, należy miłować wszystkich ludzi. Miłość nie definiuje bliźniego, lecz odkrywa go w konkretnej sytuacji.
Jezus zmienia pytanie o bliźniego; pytaniem nie jest, kto jest moim bliźnim, lecz prawdziwe pytanie powinno brzmieć: dla kogo ja muszę być bliźnim?
Jezus mówi: tak jest jak Ty masz się zachować, przy którym wyraz ty w greckim jest mocno podkreślony.

Znaczenie i cel
Znawca Prawa musi zrozumieć, że powinien stać się bliźnim dla każdego, kto jest w potrzebie. Spełnienie Prawa Bożego oznacza, że muszę miłować wszystkich ludzi, nawet swoich wrogów.
Można zadać pytanie, jak w ten sposób w ogóle ktoś może być zbawiony. Faktem jest, że nawet jeśli najlepiej się staramy, nie jesteśmy w stanie przez swoje działanie (uczynki) otrzymać wiecznego życia. Nie mogę usprawiedliwić siebie, nigdy nie mogę powiedzieć, że wystarczająco wszystko czyniłem. Boże wymagania, wymagania Prawa są za wysokie.
Otrzymujemy wieczne życie z łaski przez wiarę. Wiara jest zawsze aktywna i działająca. Wiara bez uczynków jest martwa – temat który ciągle powraca w Nowym Testamencie.
Miłowanie Boga bez miłowania innych jest rzeczą niemożliwą. Miłowanie nie jest tylko  uczuciem lecz oznacza także działanie, często ryzyko i niebezpieczeństwo.
Jezus wyjaśnił, że chodzi o miłowanie i w ten sposób mamy postrzegać Prawa. Trzymając się kodeksu prawa zawierającego dokładne listy jak się zachować, listy, który określają, kto jest bliźnim, a kto nie, tak jak rabinowie i faryzeusze, nie działa. To nie jest to czego Bóg od nas oczekuje.

Odpowiedź Jezusa jest zawstydzająca. Kapłanie i Lewici i wszyscy pobożni Żydzi dwa razy dzienne recytujący tzw. sjema, podstawowe wyznanie wiary Izraela, zawierające podsumowanie Prawa, mówiące przecież o miłości do Boga i bliźniego, nie rozumieją tego. Samarytanin, uważany za heretyka przez Żydów, pokazuje w praktyce co to znaczy, pokazując tym samym, że lepiej zna Prawo Mojżeszowe i wie jak się troszczyć o obcych i potrzebujących (Ks. Kapłańska 19,34). Było to niezwykle żenujące dla Żydów. Jak Znawca prawa ośmiela się więc pytać o definicję bliźniego?
Przypowieść Jezusa jest przy okazji też bardzo ostrym atakiem na społeczne przesądy i rasizm.

Zastosowanie
Zastosowanie można prosto podsumować krótkim zdaniem: idź i czyń tak!
Powinniśmy traktować poważnie, to co Jezus nauczał a to oznacza praktyczne życie w wierze.
Żyjemy w świecie, który nie jest wolny od różnych problemów, cierpiących, potrzebujących ludzi. Ta przypowieść nie pozwala nam zamykać oczy na to, co dziejecie z naszymi bliźnimi i żyć dalej. Każdy potrzebujący, którego spotykam na swojej drodze, jest moim bliźnim, lub inaczej, ja jestem bliźnim dla każdego potrzebującego na mojej drodze.
Przypowieść nie zawiera szczegółowych wskazówek w jaki sposób mam pomagać. Nowy Testament nie jest szczegółowym przewodnikiem, wyznaczającym dokładnie nasze działania. To jest co rabinowie i faryzeusze uczynili w skrajny sposób z Prawa. Ich system próbował określić dokładny sposób zachowania i postępowania w każdym nawet najmniejszym szczególe, aspekcie życia czego skutkiem był legalistyczny system nakazów i zakazów, czyniący z człowieka więźnia. Wielu współczesnych chrześcijan nie są również zupełnie wolni od podobnego systemu w mniejszym lub większym stopniu. System zakazów i nakazów wydaje się prosty, dokładnie opisujący zachowanie. Odpowiedzialność przerzuca się wtedy na system.
Biblia jednak nie jest takim systemem, Biblia, Ewangelia jest konfrontująca. Ewangelia nie mówi jak mam się zachować, lecz mówi kim mam być. Mam być zbawionym, to jest uwolnionym, wolnym, człowiekiem, żyjącym wiarą, z której wypływają moje dobre czyny.


15 September 2011

Przypowieść o siewcy

Studium Biblijne: Ew. wg Mateusza 13,1-9, 18-23

(Paralela: Ew. wg Marka 4,1-9; Ew. wg Łukasza 8,4-15
 
3 Mówił do nich wiele w przypowieściach: Oto siewca wyszedł siać. 4 A gdy siał, jedne upadły na drogę, zleciały się ptaki i je wydziobały. 5 Inne upadły na grunt skalisty, który był ubogi w ziemię. Szybko wzeszły z powodu cienkiej warstwy ziemi, 6 ale gdy słońce przygrzało, wypaliło je i uschły, bo nie mogły się zakorzenić. 7 Inne zaś upadły miedzy ciernie, które się rozpleniły i je zagłuszyły. 8 Jeszcze inne upadły na szlachetną ziemię i wydały plon: jedno stokrotny, inne sześćdziesięciokrotny, a jeszcze inne trzydziestokrotny. 9 Kto ma uszy, niechaj słucha.

18 Posłuchajcie więc, co oznacza przypowieść o siewcy. 19 Do każdego, kto słucha Słowa o Królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co jest zasiane w jego sercu. Ten jest posiany na drodze.
20 Na gruncie skalistym posiany jest ten, kto słucha Słowo i natychmiast przyjmuje je z radością. 21 Nie ma jednak w sobie korzenia i jest niestały. Gdy nadejdzie ucisk lub prześladowanie z powodu Słowa, zaraz się gorszy.
22 Między ciernie jest zaś posiany ten, kto słucha Słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają je, tak, że nie przynosi owocu.
23 Natomiast na szlachetnej ziemi jest posiany ten, kto słucha Słowa, rozumie je i wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.
Ew. wg Mateusza 13,3-9, 18-23

Jest to jedna z bardziej znanych przypowieści Nowego Testamentu i także jedna z kilku, których znaczenie sam Jezus dokładnie wyjaśnia. Między samą przypowieścią, a wyjaśnieniem znajdujemy odpowiedź Jezusa dlaczego właściwie mówi przypowieściami (Ew. wg Mateusza 13,10-17). Wszystkie trzy tzw. synoptyczne Ewangelie umieściły tę przypowieść oraz jej wyjaśnienie (Ew. wg Marka 4,1-9; Ew. Wg Łukasza 8,4-15).


Kontekst
Ew. Mateusza 13,1-43 zawiera trzy przypowieści i są to jedyne przypowieści, które Jezus sam wyjaśnia.
Ewangelista umieścił tą grupę przypowieści z wyjaśnieniem w rozdz. 13 między sytuacjami nieporozumienia i odrzucenia.

W rozdziale 12 czytamy o odrzuceniu Jezusa przez przywódców Izraela (12,1-45). Potem znajdujemy dialog dotyczący więzi rodzinnych, w którym Jezus stwierdza, że rodzina nie jest określona przez więzi krwi, lecz przez fakt naśladowania Go lub nie (12,46-50). To nie duchowi przywódcy Izraela, lecz uczniowie naśladujący Jezusa, należą do Królestwa Bożego – ta kwestia wciąż powraca. 
Następnie Jezus zaczyna mówić przypowieściami.

Po serii przypowieści następuje konflikt w Nazarecie. Ludzie z rodzinnego miasta Jezusa odrzucają Go, nie chcąc Go słuchać (13,53-58) – to kolejny powracający temat.

Od tego momentu Jezus zaczyna mówić w tajemniczy sposób (por. w. 11).
Przypowieści pozostają zagadkowe dla tych, którzy nie otwierają swego serca przed Bogiem, natomiast dla ludzi otwartych na Boga przypowieści - zawierające prawdy (tajemnice) o Królestwie Bożym - są zrozumiałe (w. 11).

Cel mówienia w przypowieściach
Między samą przypowieścią (w. 1-9) a wyjaśnieniem (w. 18-23) znajdujemy fragment, w którym Jezus mówi o celu mówienia w przypowieściach (w. 10-17). Nie sposób obszernie omówić tę kwestię, ale dla dobrego zrozumienia całości należy kilka słów temu poświęcić.
Przypowieści stanowią w Starym Testamencie narzędzia prorockie, używane w celu konfrontacji z ludzkim postępowaniem oraz w celu głoszenia sądu Bożego (por. np. 2 Samuela 12,1-4). Przypowieści posiadają często charakter tzw. eschatologiczny, tj. mówią o tym co nastąpi, przekazując obietnice dla wiernych oraz głosząc Boży sąd dla bezbożnych.

Jezus głosił, że nadeszło Królestwo Boże, co Żydzi rozumieli jako polityczne królestwo pod panowaniem Mesjasza jako króla walczącego z rzymskim okupantem. Było to dość niebezpiecznie, ponieważ zarówno Rzymianie jak i król Herod postrzegali to jako rewolucję i bunt przeciwko władzom, na który jedyną odpowiedzią byłaby kara śmierci dla Jezusa. Czas śmierci Jezusa jeszcze nie nadszedł. Dlatego też Jezus zaczął mówić w sposób ukryty, tajemniczy, niezrozumiany przez większość ludzi. Podobnie jak w czasach PRL-u wielu autorów publikowało w sposób ukryty, aby cenzura się nie czepiała, dobry czytelnik jednak potrafił doskonale wyczytać między wierszami prawdziwy przekaz autora.
Potem, kiedy nadszedł Jego czas, Jezus głosił w sposób bardziej otwarty, ale okres omawiany przez nas był czasem zagadkowych przypowieści.
W tym fragmencie zacytowanych zostało kilka wersetów z Księgi Izajasza 6,9-10. Izajasz 6 zawiera słowa skierowane do Izraela w momencie, gdy był upartym i zatwardziałym na słowa proroków, nie chciał się nawrócić. Sąd Boży nadejdzie z pewnością dla tych, którzy nie chcą słuchać. Te słowa stały się symboliczne (także w innych miejscach) dla upartości Izraela. Mimo tej zatwardziałości Słowo powinno zostać głoszone.
Wielu w Izraelu odrzuciło Jezusa jako Mesjasza i w tym kontekście Jezus mówi słowami Izajasza o upartości i konsekwencjach tego przed sądem Bożym.
Proroctwo Izajasza zawiera też obietnicę i nadzieję. Jest resztka Izraela, która pozostaje wierna i będzie błogosławiona (por. Izajasz 10,20-23; 28,5-6; 37,31-32). Słuchacz (i czytelnik) zostaje zachęcony, aby zostać częścią tej resztki.
W pewnym sensie można by postrzegać przypowieść siewcy jako nawiązanie i komentarz do Izajasza 6 (jak twierdzą niektórzy komentatorzy).

Ważnym tematem w tzw. kazaniu na górze (Ew. wg Mateusza 5,1-7,27 oraz także Ew. wg Łukasza 6,20-49) jest słuchanie Jezusa, i nie tylko słuchanie, lecz dostosowanie się do tego, co Jezus głosi, czyli rozpoczęcie nowego życia według Ewangelii. Także przypowieść o budowniczych (Ew. Łukasza 6,46-49 – patrz Słowo nr. 8) porusza tą samą kwestię.
W przypowieści o Siewcy słuchanie jest ważnym elementem (por. w. 8, 10, 12, 13, 14, 15, 18, 21). Na czym polega właściwy sposób słuchania, skutkujący w wydawaniu owoców ?


Przypowieść o siewcy
Przypowieść znana jest jako przypowieść o siewcy, ale raczej chodzi tu o różne rodzaje, gatunki ziemi, gleby i jej wpływ na zasiane w niej ziarno.
Przypowieść składa się z czterech scen, opisujących różne rodzaje ziemi, na którą padło nasienie (13,3-8). W swoim wyjaśnieniu (13,18-23) Jezus kontrastuje tych, którzy słuchają i tych, którzy nie słuchają.

Przypowieść i wyjaśnienie jej nie identyfikują kto jest siewcą; może być nim Bóg lub Jezus. Obraz Boga jako siewcy był znany w judaizmie (np. 4 Księga Ezdrasza 4,26-32).
W Starym Testamencie siew i żniwa były znane jako metafory eschatologiczne (por. np. Jeremiasz 31,27; Ezechiela 36,9; Ozeasza 2,23, także Ew. Mateusza 9,35-38). Teksty starotestamentowe, a także głoszenie Jana Chrzciciela i głoszenie Jezusa mówią o nadejściu obiecanego Mesjasza, kiedy to Bóg ustanowi swoje Królestwo na ziemi i odnowi przymierze ze swoim ludem.

Nasiona padają na drogę (w. 3-4)
Ta scena jest identyczna we wszystkich Ewangeliach.
W starożytnym Izraelu nie było płotów wokół pól uprawnych. Istniały ścieżki między polami i czasami też prowadzące przez środek pól. Rolnicy przed zasiewem orali pola, a następnie wysiewali tam nasiona. Po zasiewie ludzie często skracali sobie drogę, chodząc przez środek pola po ścieżce istniejącej tam poprzednio. Tam, na uklepanej przez chodzących ludzi ziemi, nasionko nie miało szans wyrosnąć. Nie da się jednak uniknąć sytuacji, że jakieś nasionko padnie na drogę lub ścieżkę.

Interpretacja Jezusa (w. 18-19)
Nasienie jest Słowem Królestwa (czyli Ewangelią), a ptaki zbierające je z drogi oznaczają zło, które porywa.
W judaizmie ptaki symbolizowały działalność szatana oraz bandytów. Dla chrześcijan gołąb  symbolizuje Ducha Świętego – czyli dobro, natomiast dla Żydów ptaki stanowiły naturalny symbol wszelkiego zła.
Pierwszy rodzaj ziemi (droga) przedstawia tych, którzy nie zrozumieli głoszenia Ewangelii z powodu świadomego odrzucenia jej.

Nasiona padają na grunt skalisty (w. 5-6)
Nie chodzi tu o skały, znajdujące się nad ziemią, czyli o teren górzysty. Raczej chodzi o skałę wapienną, która niejednokrotnie znajdowała się tuż pod ziemią (często na głębokości 5-15 cm).  Na początku nasienie zaczynało kiełkować. Cienka warstwa ziemi na skale jest ciepła, dlatego rośliny szybko się rozwijają, ale korzenie nie miały możliwości wejścia głębiej w ziemię, z powodu znajdujących się tam skał i dlatego szybko więdły z powodu upału i braku wody.

Interpretacja Jezusa (w. 20-21)
Chodzi tu o ludzi, którzy słuchają, radośnie ją przyjmując i próbując w życiu usłyszaną Ewangelię stosować, ale w momencie trudności, prześladowania, nacisków, nie chcą cierpieć z powodu wiary i odchodzą. Chodzi o prześladowanie (werbalne lub fizyczne),  podobnie jak ma to miejsce w obecnej chwili, np. w wielu krajach arabskich. Chodzi także o różne rodzaje dyskryminacji chrześcijan, jak to się dzieje w wielu krajach. Nie chodzi tu o innego rodzaju trudności (por. w. 22).
Jezus ostrzegał przed czasami prześladowania (5,10-12; 43-44; 10,16-25); wielu nie jest w stanie tego wytrzymać i zachować wiarę.

Nasiona padają między ciernie (w. 7)
Nasiona padające tu zaczynają kiełkować i rosnąć, ale ciernie przeszkadzają ich rozwojowi, ponieważ są większe i mają silniejsze korzenie, niszczące inne rośliny. Jest to problem bardzo znany na bliskim wschodzie, podobnie w Europie, gdzie mamy do czynienia z różnymi rodzajami chwastów..

Interpretacja Jezusa (w. 22)
To są ci, którzy słuchają, ale odpadają z powodu trosk doczesnych oraz ułudy bogactwa. Te dwie kwestie (zmartwienie i bogactwo) były tematami Kazania na górze (6,19-34; por. 19,23-24). Troska i bogactwo mogą stanowić zagrożenie dla wiary. Rabini również twierdzili, że bogactwo stanowi zagrożenie dla wiary.

Nasiona padają na dobrą ziemię (w. 8)
W poprzednich scenach nie było szansy na plon, ale tu jest całkiem inaczej. Plon wydany zostanie nawet stokrotnie.
Ziemia palestyńska była znana z tego, że była dobra i dawała wielkie plony. Ilość plonów nawet stokrotna nie jest więc przesadzona, jak wiemy m.in. z opisów Herodota i Pliniusza. Plony stokrotne, sześćdziesięciokrotne i trzydziestokrotne oznaczały więc normalne, dobre żniwa w dobrym roku.

Interpretacja Jezusa (w. 23)
Dobra, szlachetna ziemia oznacza tego, który słucha Słowa, rozumie je i wydaje plon. W Ewangelii Marka mamy zamiast rozumieć słowo przyjmować (akceptować), podczas gdy w Ewangelii Łukasza mamy zachować, być wytrwałym.
Istotnym jest, że najpierw następuje słuchanie Słowa, potem rozumienie i akceptacja, a potem czynienie.
Wydawanie plonu lub owocu jest tematem, ciągle powracajacym (por. np. Ew. Mateusza 3,8; 7,16. 20).
Dobra ziemia nie oznacza tylko dobrej jej jakości. Ta sama ziemia znajduje się wszędzie na polu, tam też, gdzie znajdują się ciernie i droga. Tylko patrząc wstecz można stwierdzić, gdzie jest dobra ziemia. Dobra ziemia jest zdefiniowana przez fakt wydawania plonu.


Znaczenie
Często przypowieść o siewcy jest interpretowana w taki sposób, aby podać powody, dlaczego Królestwo Boże obecnie się nie rozwija. W takiej interpretacji interpretatorzy koncentrują się na roślinie, a nie na ziemi przynoszącej plony.
Inni podkreślają zwycięstwo: nastąpią prześladowania, ale należy wytrwać, ponieważ wkrótce potem nadejdzie Królestwo Boże i po nim wielkie żniwa. W takiej interpretacji centralnym elementem przypowieści nie jest problemem kwestia jak ludzie słuchają i reagują na Ewangelię, lecz fakt pewnego, zwycięskiego nadejścia Królestwa Bożego.
Jeszcze inni skupiają się na osobie Siewcy i na fakcie, że Słowo samo w sobie posiada siłę tworzenia Królestwa Bożego. Przy tym człowiek (ziemia) postrzegany jest jako bierny, bowiem tylko siewca czyni wszystko (w ten sposób przypowieść może działać jako dowód dla nauki o predestynacji). To nie jest jednak przesłanie tej przypowieści.
Jeszcze inni twierdzą, że Jezus powiedział tą przypowieść, ponieważ uczniowie byli rozczarowani, że tak niewielu ludzi przyjmowało słowa Jezusa. Przypowieść miała wyjaśnić uczniom dlaczego tak się działo.

Czytając dokładnie przypowieść w jej kontekście jednak należy stwierdzić, że centralnym elementem nie jest siewca, ani żniwa, lecz jest nim ziemia oraz fakt, że aż w trzech miejscach, wypadkach siew nie skutkował wydaniem plonu.

Przypowieść ta należy do tzw. Przypowieści Królestwa, mówiących o Królestwie Bożym.
Oczekiwanie Królestwa Bożego było niezwykle żywe w ówczesnym judaizmie.
Kiedy Jan Chrzciciel, lub Jezus bądź Jego uczniowie głosili Królestwo Boże (3,2; 4,17; 10,7), nawiązywali do tradycji starotestamentowych o odbudowie królestwa Dawida. Słuchacze oczekiwali jednak ziemskiego królestwa, dosłownego odbudowania wielkiego Królestwa Dawida. Mesjasz miałby być tym, który wypędzi Rzymian z kraju a po tym zasiądzie na tronie jako suwerenny król. (Por. np. Daniel 7,13-14; Haggai 2,20-23; Zacharja 14)
Królestwo głoszone przez Jezusa w tych przypowieściach jest jednak inne - nie zostaje geograficznie lub politycznie zdefiniowane. Królestwo jest tajemnicą (Gr. mysterion, w. 11) - o takim królestwie Żydzi jeszcze nie słyszeli.
Królestwo Boże jest królestwem Słowa a przypowieść mówi o przyjmowaniu tegoż Słowa.
Słowo, czyli Ewangelia, może zostać przyjęte lub nie, i można w nim wytrwać lub nie. Ten który je przyjmie i wytrwa, z pewnością przyniesie owoce.

Ziarno było w judaizmie I wieku często symbolem resztki Izraela (por. np. Izajasz 10,21; 11,11.16). Resztka, która uwierzyła i została wierna Bogu, która powróciła z wygnania babilońskiego.
W wielu tekstach Starego Testamentu czytamy o Izraelu, a szczególnie o odnowionym Izraelu, jako roślinie zasadzonej przez Boga (por. np. Psalm 80,8-19; Izajasz 5,1-7; 37,31; Jeremiasz 31,27-28; Ezechiela 17,22-24, Ozeasza 2,22-23, i inni).
Ziarno jest w więc symbolem prawdziwego Izraela, czyli tych, którzy słuchają Pana.
Izrael co prawda powrócił z wygnania babilońskiego, ale w ziemi Kanaańskiej nie posiadał już własnego królestwa, lecz był rządzony i okupowany przez Rzymian. Dla pobożnych Żydów oznaczało to, że wygnanie nadal trwa i wciąż oczekiwali prawdziwego końca wygnania, które nastąpi kiedy przyjdzie Mesjasz.
Jezus wspominał o ziarnie, które zostało zasiane. Pobożni Żydzi rozumieli to w świetle Izajasza następująco: teraz wygnanie się skończy i Bóg zaczynie ustanawiać swoje Królestwo.
Siew oznacza odbudowanie ludu Bożego, Izraela, oznacza to ustanowienie Królestwa Bożego.

Należy pamiętać o tym, że Izajasz 6 jest istotny w ustaleniu znaczenia. Tak jak w Izajaszu 6 także tu chodzi zarówno o resztkę, która pozostaje wierna jak i o odpowiedzialność, aby słuchać Słowa i Go przyjmować.


Przypowieść zawiera również ostrzeżenie. Bóg co prawda działa, sieje swoje Słowo, ale wymagana jest właściwa reakcja na to. Cytat z Izajasza (w. 14-15) jest ostrzeżeniem aby nie być takim, jak uparty i zatwardziały Izrael. Nie wystarczy tylko słuchać Ewangelii i przyjąć ją do serca. Podobnie stało się z ludźmi symbolizowanymi przez ziarno na gruncie skalistym. Prawdziwe, właściwe słuchanie Słowa, skutkuje w owocach: trzydziestokrotnie, sześćdziesięciokrotnie, a nawet stokrotnie. To oznacza życie w posłuszeństwie Bożym, to oznacza, że życie nawróconego człowieka całkowicie ulegnie zmianie.
Ostrzeżenie czytamy w ostatnich słowach: Kto ma uszy, niechaj słucha (w. 9).
Tego, kto nie odpowiednio słucha dotyczą słowa Izajasza 6,9-10.
Jest to więc przypowieść, zawierająca jednocześnie wielką obietnicę, jak i ostre ostrzeżenie: przy słuchaniu nie można zostać obojętnym!

25 August 2011

Studium biblijne: List do Rzymian 8,15-17


Nie jesteśmy więc, bracia, dłużnikami ciała, tak, aby żyć według ciała. Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie, jeśli zaś przy pomocy Ducha uśmiercacie uczynki ciała, będziecie żyć. Ci którzy dają się prowadzić Duchowi Boga, są synami Boga. Nie otrzymaliście przecież ducha zniewolenia, żeby znowu się bać, lecz otrzymaliście Ducha usynowienia, w którym wołamy: Abba Ojcze! Duch ten równocześnie świadczy naszemu duchowi, że jesteśmy dziećmi Boga. Jeśli zaś dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro rzeczywiście cierpimy z Nim, aby tez uczestniczyć z Nim w chwale.
(Rzymian 8,15-17)

W Starym Testamencie rzadko spotykamy teksty, w których Bóg nazywany jest w sposób dosłowny Ojcem. Natomiast Pan Jezus często mówi o Bogu, „Wasz Ojciec w niebie” (por. np. Ew. Mateusza 6,1; 6,6; 6,32, itp.)
Dzieło Chrystusa - Jego ofiara na krzyżu uczyniła nas przez łaskę i wiarę dziećmi Boga Ojca. Jezus naucza nas i zachęca, aby modlić się słowami modlitwy „Ojcze nas…” i nazywać Boga naszym Ojcem.

We wcześniejszych rozdziałach listu do Rzymian czytamy o grzechu, o ciągłej walce człowieka z grzechem. Człowiek jest niewolnikiem grzechu i śmierci i tylko dzięki temu, że Chrystus nas wykupił może być wolnym. Nie otrzymaliście przecież ducha zniewolenia, żeby znowu się bać.
Jeżeli nie jesteś w Chrystusie żyjesz w lęku i masz powody ku temu, aby się bać. Poganie żyli w ciągłym lęku przed różnymi rodzajami złych duchów, mających wpływ i władze. Żydzi żyli pod dobrym prawem Bożym, grzech jednak dotyczył także ich, nie byli w stanie spełnić prawa Bożego, co mogło spowodować gniew Boży.
W Chrystusie wierzący jest zupełnie wolny od lęku. Więcej, w Chrystusie wierzący nie jest niewolnikiem, lecz jest dzieckiem samego Boga: otrzymaliście Ducha usynowienia, w którym wołamy: Abba Ojcze!

Apostoł Paweł użył tu greckiego słowa, oznaczającego przyjmowanie, adoptowanie jako własne dziecko. Wyraz ten oznacza prawną adopcję, przyjęcie kogoś jako własne dziecko, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Oznacza to więc, że adoptowane dziecko jest formalnym dziedzicem, otoczonym miłością identyczną jaką obdarza się własne naturalne dzieci.
W grecko-rzymskim świecie pierwszego wieku zwyczaj adoptowania obcego dziecka i formalnego przekazania mu wszystkich praw przysługujących naturalnym dzieciom był powszechnie znany i stosowany. Adoptowane dziecko było widziane jako naturalne dziecko, nie istniała żadna różnica miedzy naturalnym i adoptowanym.
Przez Ducha Świętego wierzący otrzymuje wszystkie prawa i przywileje naturalnego dziecka Bożego i jego ojcowską miłość.
Wierzący ma przywilej relacji z Bogiem Ojcem podobnej do relacji Jezus – Bóg Ojciec. Jezus wołał do Boga „Abba”, co po aramejsku znaczy „ojcze” (por. Ew. Marka 14,36). Wierzący może przez Ducha Świętego dokładnie tak samo wołać do Boga Ojca wszechmogącego: „Ojcze”.
Każde dziecko jest dziedzicem swego ojca, posiadającym prawo do spadku po ojcu. Dla wierzącego oznacza to, że jest współdziedzicem Chrystusa, a tym samym to co należy do rodzonego Syna Chrystusa, też należy do wierzącego. Wierzący otrzymuje wszystko co Chrystus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie wypracował: przebaczenie grzechów, wieczne życie w chwale z Nim, osobistą relację z Bogiem Ojcem.
Wierzący jest częścią rodziny Bożej. Przynależność do Bożej rodziny nie zawsze bywa łatwe i bezpieczne. Dzieci boże w przeszłości ale i w czasach nam współczesnych często znoszą cierpienia z powodu swej wiary, cierpią z Chrystusem, nierzadko naśladowanie Chrystusa kosztowało ( kosztuje) utratę życia, stratę rodziny, przyjaciół, pracy, pozycji społecznej. Przyszłość czekająca wierzących czyli dziedzictwo: wieczne życie w chwale z Chrystusem w bliskiej obecności Boga Ojca warta jest poświęcenia i wytrwałości w doczesnym życiu.

To rzeczywistość, czekająca dzieci Boże, rzeczywistość która czasami może wydawać nam się nierealna. Bóg daje Ducha Świętego, przekonującego wierzących, że dzięki łasce, przez wiarę, są dziećmi Bożym z wszystkimi przysługującymi im prawami.  

Jak powinna zatem wyglądać relacja dzieci bożych z Bogiem Ojcem?
Powinny prowadzić dobre duchowe życie, spełniać dobre uczynki, czytać Biblię, uczestniczyć w nabożeństwach w kościele, modlić się słowami, które nauczył nas Jezus Chrystus „Ojcze nasz…”To wszystko jest niezmiernie ważne…… ale najważniejsze, aby to wszystko co czynią wypływało z miłości do Boga Ojca, z wdzięczności za to, że przyjął ich jako swe dzieci. Wierzący przez Ducha Świętego może wołać do Boga: ‘Abba Ojcze!’ Chodzi tu nie tylko o wypowiadane słowa, ale o postawę i pewność bliskiej relacji z Bogiem. Wierzący wie, że jest dzieckiem Bożym, że woła do swego niebieskiego Ojca, ma bardzo bliską relację z Bogiem, podobną relacji dziecko – rodzice.

Jezus nauczył nas modlitwy „Ojcze nas…”. Modlitwa jednak może ( nie musi) łatwo stać się powtarzaniem rytualnej formuły, wypowiadanej bezmyślnie. Wtedy nie można jej nazwać modlitwą. 
Modlitwa jest modlitwą jeśli wypowiadana zostaje z sercem. Wiara chrześcijańska różni się od innych religii tymże właśnie, że wierzący modli się, zwracając się bezpośrednio do Boga Wszechmogącego, Stworzyciela, w bardzo osobisty i intymny sposób, nazywając Go swym Ojcem. Wołając w ten sposób do Boga, wierzący wyraża swą miłość a także zależność od Boga Ojca podobną do zależności dziecka od rodziców.

Modlitwa z sercem, wołanie do Boga jako do Ojca jest jedynie możliwa, jeśli rzeczywiście jesteś przekonany, że jest On twoim Ojcem, jeśli jesteś pewien, że jesteś zbawionym dzieckiem Bożym.
Takie przekonanie może zapewnić jedynie Duch Święty sprawiający, że wierzący otrzymuje pewność bycia dzieckiem Bożym. Jest to Duch usynowienia (werset 15). Duch Święty potwierdza w sercu wierzącego, że jest dzieckiem Bożym.  
Ta pewność dostępna jest dla każdego, lecz jedynie przez łaskę i wiarę w Jezusa Chrystusa. Jedynie przez łaskę i przez wiarę jesteśmy zbawieni i możemy być dziećmi Bożymi. Nic nie musimy, więcej nic nie możemy sami czynić, tylko uwierzyć. Nasze zbawienie nie zależy od naszych uczynków, bowiem na zbawienie nie jesteśmy w stanie zasłużyć, zapracować. Nasze uczynki są oczywiście istotne o ile wypływają one z miłości i wdzięczności do naszego Boga Ojca.
Nasze dzieci bywają nieraz nieposłuszne, krnąbrne i przekorne ale to nie znaczy, że już nie są naszymi dziećmi. Podobnie jak dzieci do swych rodziców wierzący – dzieci Boże mogą zawsze ze skruchą, prosząc o wybaczenie wrócić do Boga Ojca. Nasze zbawienie nie zależy od nas samych i naszych czynów, ale dane nam zostaje tylko przez łaskę i miłość Boga, przez wiarę w Jezusa Chrystusa.