11 November 2020

Ewangelia wg Jana 6:41-51

41 Wtedy Żydzi szemrali przeciwko niemu, iż powiedział: Ja jestem chlebem, który zstąpił z nieba. 42 I mówili: Czy to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę znamy? Jakże więc teraz może mówić: Z nieba zstąpiłem?

43 Wtedy Jezus odpowiedział i rzekł im: Nie szemrajcie między sobą! 44 Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 45 Napisano bowiem u proroków: I będą wszyscy pouczeni przez Boga. Każdy, kto słyszał od Ojca i jest pouczony, przychodzi do mnie.

46 Nie jakoby ktoś widział Ojca; Ojca widział tylko Ten, który jest od Boga. 47 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto wierzy we mnie, ma żywot wieczny. 48 Ja jestem chlebem żywota. 49 Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i poumierali; 50 tu natomiast jest chleb, który zstępuje z nieba, aby nie umarł ten, kto go spożywa. 51 Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata.

 

Po stwierdzeniu Jezusa (patrz poprzednie wydanie Credo), że jest On chlebem życia, który zstąpił z nieba, słuchający Żydzi zaczęli szemrać (użyto tu dokładnie tego samego wyrazu, który określał szemranie ludu w pustyni). Żydzi w Kafarnaum zachowują się w taki sam sposób, jak ich przodkowie w pustyni (por. Wj. / II Mojż. 16:2, 8-9; Liczb / IV Mojż. 11:4). To wyraz braku wiary i buntu przeciwko Bogu.

Problemem nie było stwierdzenie Jezusa, że jest chlebem, lecz przede wszystkim, że jest chlebem, który zstąpił z nieba, czyli sam jest Bogiem. Dla nich Jezus był zwykłym człowiekiem, który mieszkał wśród nich. Myśleli, że wiedzą o nim wszystko. Znali Jego rodzinę, ojca i matkę, ale okazuje się, że wcale nie znali Ojca Jezusa – Boga Ojca (Ew. Jana 4:22; 8:19, 42-44, 55; 15:21; 16:3; 17:25).

 

Jezus napomina Żydów, aby przestali się kłócić i zaczęli Go słuchać, aby poznać Prawdę o Ojcu.

To, co czynią Żydzi, jest niebezpieczne: myśleli, że sami mogą dojść do prawdy o Bogu, do poznania Go. Jezus podkreśla jednak, że człowiek może poznać Boga tylko wtedy, gdy Bóg Ojciec go pociągnie do siebie (por. Jeremiasza 31:31; Ozeasza 11:4). Człowiek sam nie jest w stanie poznać Go, potrzebuje Boga, który objawi się i pociągnie do siebie. Człowiek może poznać Boga tylko przez Jezusa, wysłanego przez Niego na ziemię.

 

Pociągnięcie nie nastąpi bez udziału ludzkiego intelektu i nie oznacza, że człowiek jest w tym całkiem bierny. Bóg nie pociągnie siłą, lecz poprzez nauczanie, zrozumienie. Potrzebna jest wiara w Jezusa Chrystusa, aby móc dojść do Boga. Pociągnięcie przez Boga oznacza, że człowiek zaczyna rozumieć, Kim jest Bóg i Kim jest Jezus, co skutkuje w wierze. Bóg sam daje wiarę (Efezjan 2:9). Człowiek nie zawdzięcza zrozumienia samemu sobie, lecz Bogu.  

To spełnienie proroctwa Izajasza, cytowanego przez Jezusa (Izajasz 54:13). Izajasz mówi te słowa do odnowionego ludu, wyzwolonego przez Boga z wygnania. Jezus dostosowuje to do ludu Bożego w Chrystusie. W Chrystusie Jezusie proroctwo zostało spełnione, prawdziwe wyzwolenie z wygnania nie jest polityczne, lecz jest w Chrystusie.

 

To, że człowiek może poznać Boga tylko, jeśli sam Bóg da mu zrozumienie, znajdujemy w wielu miejscach w Startym i w Nowym Testamencie. Jeremiasz mówi o nowym przymierzu, w którym Bóg sam włoży Prawo do serc wierzących (Jeremiasza  31:31-34). Ezechiel pisze o Bożej obietnicy darowania nowego serca i nowego ducha (Ezechiela 36:24-26). Prorok Joel prorokuje, że nadejdzie czas, kiedy Bóg wyleje Ducha nie tylko na Izrael, ale na wszystkie narody (Joel 3:1). Także Apostoł Paweł pisze o tym, że sam Bóg nas poucza (1 Tesaloniczan 4:9; por. 1 Jana 2:20, 27).

Jezus sam mówi o konieczności narodzenia na nowo (Ew. Jana 3:5) i obiecuje nadejście Ducha Świętego, którego rolą miedzy innymi jest nauczanie (14:26-27; 16:12-15). Tylko ci, którzy otrzymali rozjaśnienie i reagują na to wiarą, są tymi, który należą do nowego Jeruzalem.

 

Nie oznacza to jednak, ze wierzący otrzymuje szczególne mistyczne objawienie od Boga. Poznanie Boga jest w Jezusie. Nie można poznać Boga Stworzyciela nie znając Jezusa. Tylko Jezus widział Boga Ojca (Ew. Jana 1:18; 3:13; 14:7) i dlatego tylko przez Niego możemy Go poznać i dojść do Niego.

Jezus jest jedynym Pośrednikiem miedzy człowiekiem a Bogiem, Nauczycielem, Który nas naucza, Kim jest Bóg. Dlatego tylko ten, kto wierzy w Jezusa, jest zbawiony. Nie ma innej drogi do Boga i do zbawienia niż tylko przez Jezusa Chrystusa, Syna Bożego.   

 

Wierzący jest pouczony przez Boga (w. 45), Który się objawił w Jezusie Chrystusie. Jeśli słuchasz Jezusa i uwierzysz (pojmiesz i przyjmiesz) jesteś zbawiony; jeśli nie chcesz słuchać Jezusa i nie chcesz wierzyć, nie poznasz Boga i nie masz wiecznego życia (por. Ew. Jana 8:43).

 

Jezus podkreśla, że bez woli Bożej, człowiek nie dojdzie do wiary i rozumu, ale jednocześnie akcentuje też ludzką odpowiedzialność. Muszę pamiętać o tym, że nie jestem wierzącym, ponieważ jestem tak dobry i mądry, i wiedziałem, jak wybrać. Jestem wierzącym, ponieważ Bóg pociągnął mnie do siebie przez Jezusa, i przez to uwierzyłem.

Jestem zbawiony przez wiarę, ale z łaski, nie moja wiara jest podstawą mojego zbawienia; wiara jest ‘środkiem’. Podstawą mojego zbawienia jest tylko niezasłużona łaska, wyrażona przez pociągnięcie mnie, nędznego grzesznika przez Boga, bym otrzymał wieczne życie.  

Skutkiem dla każdego wierzącego będzie zmartwychwstanie (w. 44) i wieczne życie (w. 47).

 

To znaczenie słów Jezusa: Jestem chlebem żywota (w. 48). To metafora, którą Jezus dalej wyjaśnia.

Manna, którą otrzymał Izrael (w. 32-33) pochodziła, co prawda z nieba, dawała życie i dzięki niej lud nie zginął w pustyni, ale tylko tymczasowo zaspokajała głód i z pewnością nie dawała wiecznego życia. Następnego dnia Izraelici znów jej potrzebowali, a w końcu wszyscy i tak umarli.

Jezus natomiast sam jest chlebem z nieba, który daje prawdziwe wieczne życie. Jeśli jesz ten chleb, już nie umrzesz. Jezus jest chlebem żywym, chlebem żywota.

 

Chlebem, który Jezus daje jest Jego ciało. Często werset ten (w. 51) widziany jest, jako bezpośrednie wskazanie na sakrament Wieczerzy Pańskiej, ale to nie jest dokładnie to, co mówi Jezus akurat w tym miejscu. Tu wyraz ciało (określony jest po grecku, jako sarks, w. 51) jest inny niż w innych przypadkach, gdzie Jezus ewidentnie mówi o Wieczerzy Pańskiej (tam określany jest za pomocą wyrazu soma). Jest to ten sam wyraz, którego Ewangelista używa pisząc, że Słowo ciałem się stało (Ew. Jana 1:14). To Jezus, Bóg, który stał się człowiekiem, aby oddać swoje ciało za nas na krzyżu. Jezus nie tylko daje chleb, lecz daje samego siebie, jako ofiarę za grzechy - temat rozwijany przez Ewangelistę w innych miejscach (por. Ew. Jana 10:11, 15; 11:51-52; 15:13; 17:19; 18:14). Już na samym początku Ewangelii czytaliśmy, że Jezus jest Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata (Ew. Jana 1:29, 36). Ofiara Jezusa oznacza życie dla świata. To powinni zrozumieć Żydzi. Każdy współczesny człowiek powinien to zrozumieć i w wierze przyjąć, aby móc być zbawionym.  

 

 

 

 

 

 

24 October 2020

Ew. wg Mateusza 22:1-14

 

Jezus opowiada przypowieść o uczcie weselnej, która przypomina podobieństwo z Ew. wg Łukasza 14:15-24. Istnieją jednak ważne różnice między tymi przypowieściami. To nie dwie wersje tej samej przypowieści lecz raczej dwie podobne, opowiedziane przez Jezusa w dwóch różnych sytuacjach.

Wielu komentatorów traktuje tą przypowieść jako alegorię (słudzy mieliby reprezentować proroków Starego Testamentu oraz Apostołów, bydło - ofiarę Chrystusa, zniszczenie miasta -  zniszczenie Jeruzalem, itp.). Nie ma jednak podstawy ani potrzeby, by interpretować ją w sposób alegoryczny. Przesłanie jest całkiem inne.

 

Przypowieść ta stanowi reakcję na postawę faryzeuszów, pogardzających i wywyższających się nad innych, uważających siebie samych za lepszych w oczach Boga z powodu ich pobożności i uczynków.

 

W przypowieści Jezus porównuje Królestwo Niebos z sytuacją, w której król organizuje ucztę weselną dla syna. Sytuacja w opowieści wydaje się dość absurdalna i nierealna, ale teoretycznie jest możliwa.

Nawiązuje to do tematu zbawienia w Starym Testamencie, szczególnie w Ks. Izajasza (Iż. 25:6-9) oraz w Psalmach (np. Ps. 23).

W księdze Izajasza zbawienie przedstawione zostało, jako wielka uczta, która będzie udziałem wszystkich ludów. Bóg zniszczy (dosłownie połknie) zasłony, oddzielające pogan od Izraela, tak, aby poganie mogli również wziąć w niej udział.

 

W teologii żydowskiej w czasach przed Jezusem temat uczty mesjańskiej został rozwinięty. Żydzi rozumieli, że uczta będzie miała miejsce wtedy, kiedy przyjdzie Mesjasz. Jednak idea, że poganie będą uczestniczyć w tejże uczcie uległa kompletnie zanikowi, ze względu na coraz wyraźniejszy ekskluzywizm pojawiający się w żydowskiej mentalności.  

 

Król chce urządzić wielką ucztę z powodu wesela syna. Uczty odgrywały istotną funkcję społeczną. Posiadany status społeczny, decydował o tym, czy ktoś zostanie zaproszony, czy raczej nie, oraz o miejscu zajmowanym przy stole (blisko lub daleko od gospodarza). Zaproszenie funkcjonowało w ten sposób, jako publiczne potwierdzenie statusu społecznego i było niezwykle ważne dla elit.

Na Bliskim Wschodzie i w całym Imperium Rzymskim raczej nic nie otrzymywało się za darmo. Od zaproszonych gości oczekiwano, że oni w zamian krótko potem też zaproszą gospodarza. Była to nie tylko wymiana rozumiana materialnie, ale przede wszystkim socjalnie. W ten sposób utrzymywano kontakty i relacje oraz status społeczny.

W takiej sytuacji zaproszenie biedniejszych lub ludzi z niższych warstw społecznych mogło nawet zagrozić statusowi społecznemu gospodarza. Biedny bowiem nigdy nie będzie w stanie za zaproszenie odpłacić, czy odwdzięczyć się.

 

Zgodnie z panującym na Bliskim Wschodzie zwyczajem zaproszenie otrzymywało się dwukrotnie.

Gospodarz przygotowywał posiłek na podstawie ilości gości. Ówcześni ludzie nie posiadali jeszcze lodówek, dlatego istotnym było dokładnie znać ilość gości, od tej ilości zależało ile i które zwierzęta miałyby zostać zabite i przyrządzone na ucztę. Dlatego pierwsze zaproszenie następowało kilka dni lub dzień wcześniej a jeśli ktoś przyjął zaproszenie miał obowiązek udania się na ucztę. Późniejsza odmowa oznaczała ogromną obrazę gospodarza i skandal.

 

Po pierwszym zaproszeniu gospodarz zaczynał już przygotowywać ucztę i w momencie kiedy była gotowa, wysyłał sługi lub niewolników, których zadaniem było ponowienie zaproszenia i zabranie gości na ucztę.

 

Przypowieść opisuje coś niespodziewanego i szokującego: zaproszeni goście, którzy wcześniej przyjęli zaproszenie, nagle odmawiają. To niesłychany skandal i obrażenie króla.

Niewolnik jest tylko niewolnikiem, ale w tym momencie reprezentuje samego króla, który go wysłał. Pogardzenie niewolnikiem oznaczało pogardzenie królem a zabicie niewolnika oznaczało wyrażenie chęci zabicia króla.

 

Zaproszeni reagują w różny sposób. Niektórzy uważają, że mają lepsze rzeczy do zrobienia niż uczestniczenie w uczcie króla. Ważniejszym dla nich jest ich praca i biznes. Okazują się egoistyczni, skupiając się tylko na swoich sprawach.

Inni reagują jeszcze gorzej: zabijają niewolników, co stanowi nic innego niż odrzucenie króla.

 

Reakcja króla wydaje się nam nieco przesadna, ale właściwie jest logiczna. Nie może tolerować, że jego niewolnicy zostaną tak traktowani i nie może tolerować takiej obrazy.

Wysyła swoją armię nakazując zabicie winowajców i zniszczenie ich miasta przez spalenie. Oddaje to sytuację w kulturze rzymsko-greckiej, gdzie wiele miast posiadało pewną autonomię, chociaż były podporządkowane królowi. Król widocznie zaprosił elity miast na wesele, a teraz zniszczy miasta tych, którzy go obrazili.

 

Mimo to król pragnie, aby uczta miała miejsce. Pierwsi zaproszeni okazali się niegodni. Ci pierwsi byli elitą miasta, najważniejszą w społeczeństwie, posiadającą odpowiedzialność polityczną. Jednak przez odrzucenie zaproszenia i zabicie niewolników okazali się, mimo ich wysokiego statusu społecznego, niegodni. Bez szacunku dla króla nie można wejść na ucztę. Dlatego niewolnicy mają szukać tych, którzy szanują króla i przyjmą zaproszenie. Są to ludzie nie posiadający ładnych domów i dobrej pozycji społecznej, lecz biedni i bezrobotni, szukający pracy na skrzyżowaniach ulic, mając nadzieję, że ktoś ich przyjmie do pracy.

 

Musiał być to ogromny szok dla nich. Oni nie należą do odpowiedniego stanu społecznego, w żaden sposób nie zasłużyli na takie zaproszenie, w żaden sposób nie będą w stanie odpłacić za nie, nie są w stanie w zamian zaprosić gospodarza na ucztę. Mimo to, król chce ich zaprosić, co jest wyrazem jego dobroci i łaski.

 

Wszyscy zaproszeni przybywają na wesele. Król odkrywa jednak wśród obecnych, kogoś nie posiadajacego nowej szaty. Przyjął on wprawdzie zaproszenie, ale przybył na ucztę na własnych warunkach. Na uczty i wesela należało przyjść w ubraniach świątecznych, które były białe. Każdy powinien mieć takie ubranie. Często interpretowano to tak, że każdy otrzymał przy wejściu szatę weselną. Być może tak było, ale tekst na to jednoznacznie nie wskazuje.

Niewątpliwym jednak jest, że inni ubrani byli w szaty weselne, ale ten człowiek nie miał i widocznie uważał, że nie jest to potrzebne. W taki sposób obraził gospodarza wesela, króla. Przyjął zaproszenie, ale jednak nie okazał szacunku królowi.

 

Niestosownie ubrany gość weselny zostaje wyrzucony do zewnętrznej ciemności. To oznacza, że nie tylko został wyrzucony z sali, gdzie odbywała się uczta, ani z dziedzińca, który normalnie był dostępny dla innych. Musiał opuścić budynek i pozostać na zewnątrz, gdzie wieczorem w tamtych czasach bez elektryczności, było kompletnie ciemno i niebezpiecznie. Nie pozostaje mu nic więcej niż płacz i zgrzytanie zębów. Płacz i zgrzytanie zębów oznacza ostateczne odrzucenie, co w Biblii często opisuje pobyt w piekle pod sądem Bożym (por. Mat. 8:12; 13:42, 50; 24:51).

 

Ostatni werset podsumowuje przesłanie przypowieści. Dla wielu jest trudny, ponieważ trudno jest człowiekowi przyjąć doktrynę wybrania przez Boga, mimo faktu, że jest to nauczanie biblijne. Nauczanie o wybraniu nie oznacza kompletnej bierności. Ewangelia musi zostać uniwersalnie głoszona wszystkim bez różnicy. Każdy człowiek zostaje przez głoszenie Ewangelii zaproszony, aby wejść do Królestwa Bożego. Ale zaproszenie jest tylko skuteczne, jeśli przyjmujesz go z należytym szacunkiem do Tego, kto zaprasza. Tylko ci okazują się wybranymi, którzy przyjęli zaproszenie. Być wybranym oznacza więc też sytuację uprzywilejowaną: wybrany może wziąć udział w uczcie weselnej, żyć w wiecznej społeczności z Bogiem.

 

Jeśli nie przyjmjesz zaproszenia lub jeśli je przyjmujesz, ale chcesz przyjść na własnych warunkach, bez respektu do Boga (uważając, że sam wiesz lepiej), zostaniesz odrzucony i nie będziesz miał społeczności z Nim.

Jeśli więc jesteś zbawiony, jesteś zbawiony dlatego, ponieważ Bóg cię wybrał w Chrystusie (Ef. 1:4). Ale ten, kto nie jest wybrany, nigdy nie może obwiniać Boga za to, bowiem sam jest winny, że odrzucił Boże zaproszenie. To tajemnica, której nigdy do końca nie będziemy mogli zrozumieć, ale takie jest przesłanie Słowa Bożego.

Wybrany lud Boży, czyli wszyscy wierzący, nie są zawsze tacy, jakich na zewnątrz widzimy. Faryzeusze uważali, że są wybrani, ale Jezus właśnie do nich kieruje tą przypowieść. Kieruje ją do nich, aby im wyjaśnić, że są odrzuceni, ponieważ odrzucają Go. Zostali zaproszeni przez Jana Chrzciciela i jego uczniów, potem przez Jezusa, ale odrzucili zaproszenie. Uważali, że są lepsi, wiedzą lepiej i nie muszą podporządkować się warunkom Jezusa (wyznanie grzechów i nawrócenie). Zamierzali go nawet zabić. Natomiast biedni, celnicy i inny, niegodni w oczach faryzeuszów, przyjęli Jego zaproszenie, słuchali Go i nawrócili się.

 

Ci, którzy mieli pozycje i przywileje stracili je, a ci, którzy nie mieli nic, otrzymali uprzywilejowaną pozycję u Boga. W ten sposób król zgromadził sobie nowy naród wokół siebie, z którym wspólnie chce świętować wesele syna.

Do Królestwa Bożego można wejść, pod warunkiem jeśli potraktujesz poważnie zaproszenie króla. Zaproszeniem jest głoszona Ewangelia Jezusa Chrystusa, tylko jeśli ją przyjmiesz możesz dostapić zbawienia. Dlatego nauka o wybraniu w żadnym przypadku nie oznacza bierności w głoszeniu, wręcz przeciwnie: Bóg chce, aby każdy wierzący był aktywny w głoszeniu Ewangelii, bo ustanowił, że w ten sposób chce zaprosić ludzi do siebie.

Powinniśmy okazać szacunek sługom Pana, którzy zapraszają w Jego imieniu. To przesłanie nie tylko dla faryzeuszów, ale dla każdego. Nie jesteś godny w oczach Boga przez twój status społeczny, pozycję, bogactwo lub osiągnieia, lecz tylko przez to, czy w pokorze przyjmujesz zaproszenie Boże, aby przyjść do Niego przez Jezusa Chrystusa. Jeśli wyznasz swoje grzechy i wyznasz, że Jezus Chrystus jest jedyną drogą do Boga Ojca, do pojednania z Bogiem, będziesz mogł żyć wiecznie z Bogiem w Jego chwale.

22 September 2020

Jakie są praktyczne konsekwencje woli Bożej?

Modlenie się o wolę Bożą oznacza pragnienie, by nastąpiła ona na ziemi. Jednak nie jest to bezwarunkowe, gdyż zawiera również pragnienie, żeby wola Boża nastąpiła w moim życiu. To z kolei oznacza, że sam chcę się poddać Bożej woli, czyli pragnę i staram się jak najmniej grzeszyć. Sam mam działać ku temu, aby wola Boża była widoczna w moim życiu. Modląc się o wolę Bożą więc nigdy nie mogę pozostać bierny, lecz aktywnie dążę do jej realizowania.

Bóg objawił się w swoim Słowie i dał swoje Prawo, które prezentuje Jego wolę dotyczącą życia człowieka. Pragnieniem wierzącego powinno być życie według woli Bożej lub według Prawa Bożego (co jest w zasadzie tym samym), co oznacza, że przy każdej decyzji myśli, co jest wolą Bożą. Właściwie, jako chrześcijanin, powinienem myśleć w każdej minucie o woli Bożej, aby móc żyć odpowiednio.

Pewien profesor teologii zadał następujące zadanie domowe swoim studentom: każdy z nich musiał przez jeden tydzień spróbować żyć we wszystkich aspektach według Prawa Mojżeszowego, tak jak to robią żydzi. Po tygodniu zapytał o ich doświadczenia. Studenci mówili, że największym odkryciem było to, że, aby żyć w święty sposób, należałoby w każdej minucie i przy każdym czynie i słowie myśleć o tym, co jest Bożą wolą. Odkryli, że nie są w stanie tego dokonać, ale też, że Boże Prawo obejmuje wszystkie aspekty życia.

Decydującym nie jest to, czego ja chcę, lecz co chce Bóg, mój Stwórca. Dlatego, jako wierzący powinniśmy zawsze liczyć się z tym, że Boża wola może być inna niż nasze ludzkie plany. Powinniśmy akceptować Bożą wolę też w sytuacji, jeśli jej nie rozumiemy lub jeśli uważamy, że to niedobre dla nas. Oznacza to, że możemy planować w naszym życiu, ale w naszym planowaniu zawsze musimy się liczyć z wolą Bożą. Chrześcijanin żyje w świadomości, że nie ma wszystkiego pod kontrolą, że zawsze może coś się dziać, co pokrzyżuje jego plany. To jest to, o czym mówi Apostoł Jakub:

13 A teraz wy, którzy mówicie: Dziś albo jutro pójdziemy do tego lub owego miasta, zatrzymamy się tam przez jeden rok i będziemy handlowali i ciągnęli zyski, 14 wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie.

Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika. 15 Zamiast tego, winniście mówić: Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo. 16 Wy natomiast chełpicie się przechwałkami swoimi; wszelka tego rodzaju chełpliwość jest zła (Jak. 4:13-16)

 

Misja Kościoła

Wolą Bożą jest, że Jego imię znane jest na całej ziemi oraz, że wszystkie narody usłyszą Ewangelię Jezusa Chrystusa (Mat. 16:18-20; por. Dz. Ap. 1:8).

Jezus jest Panem Wszechświata, dlatego głoszenie Ewangelii zawsze oznacza konfrontację ludzi, rządzących, systemów ekonomicznych i politycznych z wolą Bożą. W Dziejach Apostolskich czytamy, jak Apostoł Paweł głosi zbawienie człowieka przez Jezusa Chrystusa (Dz. Ap. 16:16-18). Skutkiem jest, że Paweł zostaje aresztowany i siedzi w więzieniu, ale Ewangelia nie daje się uwięzić, nawet w tej sytuacji Apostoł jeszcze śpiewa ku Bożej chwale (Dz. Ap. 16:19-34). Po uwolnieniu, Apostoł Paweł przypomina władzy o sprawiedliwości; Ewangelia konfrontuje politykę (Dz. Ap. 16:35-40).

Bezbożny człowiek jest zły, ale bezbożne władze są o wiele gorsze, ponieważ oznacza to prześladowanie, niesprawiedliwość, źle funkcjonującą ekonomię prowadzącą do zubożenia społeczeństwa. Paweł konfrontuje władzę z faktem, że działa niesprawiedliwie, niezgodnie z Bożą wolą. Konfrontowanie władzy duchowej, politycznej i ekonomicznej zawsze oznacza konflikt, gdyż większość władz nie chce słuchać i nie chce się poddać Panu.

 

Ma to kilka konsekwencji:

Głoszenie Ewangelii i odpowiednie życie może oznaczać prześladowanie. Wierzący głoszą Ewangelię, nawet jeśli konsekwencją może być ich śmierć. To doświadczenie przyjaciół Daniela, którzy stanęli przez królem i nie wiedzieli w tym momencie, czy Bóg ich uratuje z rozpalonego pieca:

17 Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, może nas wyratować, wyratuje nas z rozpalonego pieca ognistego i z twojej ręki, o królu. 18 A jeżeli nie, niech ci będzie wiadome, o królu, że twojego boga nie czcimy i złotemu posągowi, który wzniosłeś, pokłonu nie oddamy (Dan. 3:17-18)

Bóg uratował ich, ale oni wcześniej nie wiedzieli, że tak będzie. Bóg jest suwerenny, czasami ratuje od prześladowania, ale często też nie. Pan Jezus sam powiedział, że życie według woli Bożej oznacza prześladowania:

Wtedy wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was dla imienia mego. I wówczas wielu się zgorszy i nawzajem wydawać się będą, i nawzajem nienawidzić (Mat. 24:9).

Tak samo Apostoł Paweł podkreśla to w wielu miejscach: Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą (2 Tym. 3:12; por. np. też. Mat. 24:9; Jn. 15:20; 16:33; Heb. 11:36-38).

Prześladowanie jest w Bożym planie i jest kosztem naśladowania Jezusa. Bożym planem i Bożą wolą też jest, że wierzący mimo cierpienia i prześladowania dojdzie do celu: wiecznego życia w chwale, z Bogiem.

17 September 2020

List Jakuba 4,13-16

13 A teraz wy, którzy mówicie: Dziś albo jutro pójdziemy do tego lub owego miasta, zatrzymamy się tam przez jeden rok i będziemy handlowali i ciągnęli zyski, 14 wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie.

Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika. 15 Zamiast tego, winniście mówić: Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo. 16 Wy natomiast chełpicie się przechwałkami swoimi; wszelka tego rodzaju chełpliwość jest zła.

  

Człowiek planuje swoje życie. Do najmniejszych szczegółów próbuje je kontrolować. Żyjemy w społeczeństwie, gdzie inni też kontrolują nasze życie, jak np. państwo lub pracodawcy, ale sami próbujemy kontrolować ile się da, bo sami chcemy być panami naszego życia. Tak naprawdę nie chcemy, aby ktoś inny panował i je kontrolował.

 

Powyższy tekst jest wstępem do następnego fragmentu, gdzie Apostoł Jakub mówi o bogatych, żyjących w bogactwie na koszt innych sądząc, że mają swoje życie całkowicie pod kontrolą i mogą czynić co zechcą. Wygląda na to, że w Jakub mówi również do bogatych, gdyż chodzi ewidentnie o biznesmenów, handlarzy, podróżujących, aby mieć zyski. Ale kontekst biblijny jest jasny, że te słowa nie dotyczą tylko bogatych, lecz wszystkich.

 

Jakub krytykuje ludzi, planujących podróż w celu osiągnięcia zysków. Czy to znaczy, że podróże i zyski są złe. Nie, możemy planować, i nawet musimy. Mamy odpowiedzialność za nasze życie i za wszystko co posiadamy i oczywiście wymaga to planowania. Istotnym jest tylko w jaki sposób planujemy. Czy planujemy w sposób jakbyśmy mieli kompletną kontrolę nad naszym życiem, czy liczymy się z faktem, że to Bóg rządzi a nie my?

Podstawowym pytaniem jest, jak widzimy nasze życie. Czy uważamy, że życie należy do nas, i sami mamy wszystko pod kontrolą, czy uznajemy, że życie jest darem, który otrzymaliśmy od Boga.

 

Często myślimy, że nasze życie jest ważne i długo trwa, nie chcemy myśleć o tym, że jutro możemy umrzeć. Uważamy, że możemy długo żyć, może 70, 80 lat, lub więcej, ale w świetle wieczności, jest to niczym (Psalm 90,10).

Apostoł Jakub mówi, że jesteśmy parą. Przypomina to słowa Księgi Kaznodziei (Koheleta), w której mowa o marności, co można też tłumaczyć jako tchnienie, wiaterek (np. 1,2; 1,14; 2,11 itp.).

Także w księdze Przypowieści (Przysłów) znajdujemy ostrzeżenie: nie chwal się dniem jutrzejszym, bo nie wiesz, co dzień może przynieść (Przyp. 27,1).

W innych miejscach życie człowieka jest opisane jako tchnienie (Joba 7,7-9; Psalm 39,5-6).

Nie oznacza to, że życie nie ma wartości, lecz że nasze ziemskie życie nie jest fundamentem żadnej pewności i nie jest stałe. Nasze życie na ziemi trwa krótko, ale mamy wieczne życie. Każdy człowiek żyje dalej po śmierci, w piekle, albo u Boga, a nasze ziemskie życie jest niczym w porównywaniu do wieczności.

 

Mimo to, nasze życie na ziemi jest ważne i decydujące. Ważnym jest jak żyjemy i w jaki sposób myślimy o życiu.

Dla wielu majątek i dobrobyt jest najważniejszy i szczęście wiążą z posiadaniem pieniędzy. Życie człowieka jednak nie zależy od obfitości dóbr (Ew. Łukasza 12,15). Jezus opowiedział przypowieść o bogatym głupcu, który chciał zbudować wielkie spichlerze, aby zgromadzić swoje bogactwa, a w nocy umarł i nic mu już to nie dało (Ew. Łukasza 12,16-21). Tematy z tej przypowieści wracają u Jakuba 4,13-5,6.

Planowanie, oczekiwanie zysków, handel, to wszystko nie jest złe. Decydujące jest nasze nastawienie.

 

 

Musimy naszą postawę świata, który chce wszystko mieć pod kontrolą, zastąpić postawą Bożą, która uznaje, że nie ja, lecz Bóg kontroluje moje życie.

Przez wszystko co czynimy i planujemy, musimy zdawać sobie sprawę, że możemy mieć wiele zamysłów, planów, ale decydująca jest wola Pana (Przysłów 19,21; por. 16,9; Psalm 37,23).

 

Większość ludzi w starożytności wierzyło, że bogowie decydują o ich losach, próbowali więc mieć wpływ na ich decyzje poprzez ofiary, próbując manipulować bogami.

Ale Jakub nie mówi o bogach, lecz o Panu, Bogu, Który rządzi przez Jezusa Chrystusa, jest suwerennym, wszechmogącym Stworzycielem, którego nie można w żaden sposób zmanipulować. Próba manipulowania Go jest poważnym grzechem. On jest suwerenny, co znaczy, że może czynić co zechce.

Wierząc w Boga, wierzymy, że nie istnieje ‘przypadek’, czy ‘los’. Nic nie dzieje się przypadkowo, gdyż Bóg Wszechmogący rządzi. Nawet włos nie spadnie z naszej głowy bez jego woli (Ew. Mateusza 10,30).

 

Wierzący wyznaje: Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo. Ta fraza zostaje rzeczywiście używana przez chrześcijan, np. w zaproszeniach na pewne wydarzenia można znaleźć na końcu: D.V. co oznacza Deo volente, co oznacza: jeżeli Pan zechce.

Ale to może też łatwo stać się pustym wyrażeniem. Nie chodzi o to, że koniecznie mamy to mówić lub pisać przy wszelkim planowaniu, lecz chodzi o to, aby to było w naszym sercu, abyśmy żyli cały czas świadomi faktu, że Pan rządzi.

Pan Bóg jest Stworzycielem, to że żyjemy jest wyrazem Jego łaski, zarówno dla wierzących jak i dla niewierzących. To, że możemy planować i często też zrealizować nasze plany jest wyrazem Jego łaski. On jest suwerenny, więc nie musi pozwolić nam na realizację naszych planów, gdyż nie nasza to wola, lecz Jego wola.

 

Widzimy, że Apostoł Paweł ciągle poddaje się w swoich planach woli Bożej (Dz. Apostolskie 18,21; Rzymian 1,10; 1 Koryntian 4,19; 16,7). Może nie zawsze wyraża to słowami, ale ważniejszym jest, że było to jego nastawienie, i takie też powinno być nasze nastawienie.

 

 

Jeżeli jednak nie liczymy się z Bogiem, oznacza to, że jesteśmy aroganccy i dumni. Jest to podstawowy grzech przeciwko Bogu. Każdy kto w swoim codziennym życiu nie liczy się z Bogiem, każdy kto nie żyje w głębokiej świadomości, że Bóg rządzi jego życiem, jest pyszny. Jest to, jak Apostoł pisze, chełpienie się przechwałkami swoimi, lub przechwalanie się w swojej pysze, co oznacza, że ufają sobie zamiast Bogu. Wykluczyć Boga z naszych planów oznacza arogancję i pychę. Ten kto tak czyni jest jak bezbożny, który nie chce uznać Boga i nie chce akceptować, że ktoś rządzi jego życiem. Bezbożnego czeka sąd Boży. Jest to bardzo poważne ostrzeżenie. Arogancja i duma jest podstawowym grzechem, który popełnili już Adam i Ewa, pragnąc samodzielnie decydować o swoim życiu. Karą za to była śmierć.

 

Mówiąc, że jeżeli Pan zechce żyjemy, wyznajemy, że długość naszego życia jest w rękach Bożych. Jeżeli wcześniej umrzemy niż ‘planowaliśmy’, jest to wola Boża. Jest to trudne, ale też daje to wielki spokój.

Chcemy sami mieć nasze życie pod kontrolą, ale ciągle widzimy, że nie uda nam się; ciągle dzieją się rzeczy, na które nie mamy wpływ, których nie możemy zmienić. To powoduje, że wielu ludzi żyje w strachu.

Jeżeli jednak wierzymy, że nasze życie, nasz los jest w rękach wszechmogącego i dobrego Boga, myśląc być może, że stracimy naszą ‘suwerenność’, której i tak nie mamy, daje nam to ogromny pokój, już nie musimy żyć w lęku. Nawet jeśli wcześniej umrzemy, lub jeśli ktoś bliski nam umrze, jesteśmy świadomi, że Bóg wie, co czyni. Wierzący wie też, że po śmierci zacznie lepsze życie. Co jest lepszym ponadto niż wiedzieć, że nasz los jest w rękach dobrego i wszechmogącego Boga i Stworzyciela?

 

Nie tylko nasze życie, ale wszystko co czynimy jest w rękach Bożych. Możemy planować, ale tylko w świadomości, że nie my, nie sytuacja, lecz Bóg decyduje o tym, czy nasze plany zostaną zrealizowane, czy nie. Jeżeli wyznajemy, że jeżeli Pan zechce … zrobimy to lub owo, wyznajemy, że On kieruje i rządzi naszym życiem, ale też wyznajemy, że chcemy, aby Bóg był obecny w naszym działaniu i planowaniu.

Bóg jest naszym Ojcem, który jest zainteresowany nawet w najmniejszych szczegółach naszym życiem i On chce być obecny w każdym szczególe naszego życia, nawet w planowaniu naszych ziemskich spraw.

Konkretnie oznacza to, że modlimy się we wszystkich sprawach, też kiedy planujemy nasze wakacje, zastanawiamy się, czy coś kupić, czy chcemy inwestować w firmę itp. We wszystkich sprawach Bóg chce być obecny. Bo ostatecznie wszystkie ziemskie sprawy są też Bożymi sprawami, gdyż cała ziemia należy do Niego.

 

 

14 September 2020

Powołanie przez głoszenie

Reformacja na nowo odkryła i podkreślała, zgodnie z nauczaniem Słowa Bożego i wczesnego Kościoła, że człowiek może być zbawiony tylko z łaski przez wiarę. Jednak nauka ta bywa różnie interpretowana, w związku z czym ważnym jest, aby rozumieć ją we właściwy, zgodny z Biblią sposób.

Wielu chrześcijan podkreśla odpowiedzialność człowieka wobec Boga. Biblia przecież nawołuje do nawrócenia i upamiętania się, czyż nie oznaczałoby to, że człowiek sam powinien działać? Bóg udziela łaski, ale człowiek musi ją przez wiarę przyjąć a bez tej własnej decyzji, twierdzą oni, człowiek nie może być zbawiony.

Problemem z powyższą tezą jest to, że faktycznie już nie można wtedy mówić o zbawieniu tylko i wyłącznie z łaski, gdyż potrzebna byłaby decyzja i przyjęcie daru łaski przez człowieka, co stanowi już uczynek ze jego strony. Innymi słowami, bez decyzji człowieka, by przyjąć dar łaski, nie może on być zbawiony, jego decyzja (nawrócenie) jest konieczna.

 

Zadaniem kościóła jest głoszenie Słowa Bożego, aby ci, którzy je słyszą, nawrócili się. Jednak podczas głoszenia tylko niektórzy się nawracają, a wielu niestety tego nie robi, co wywołuje pytanie, dlaczego? Poza tym jest to frustrujące dla wielu głoszących. Niektórzy mogą zastanawiać się, czy popełnili jakiś błąd. Ale takie myślenie jest niewłaściwe, gdyż nasze głoszenie nie nawróci grzesznika. Nawrócenie nie zależy od tego, jak dobrze głosimy. Człowiek jest w stanie nawrócić się przez  głoszenie Ewangelii tylko jeśli Duch Święty dotknie serca słuchającego, złamie go i pobudzi do życia. Głoszenie Ewangelii jest konieczne, ale nigdy nie oznacza, że automatycznie ktoś może się nawrócić.

 

Inni natomiast uważają, że tylko działanie Ducha Świętego sprawia zbawienie. Twierdzą oni, że jeśli masz i doświadczysz Ducha, jesteś zbawiony. Niestety wtedy zdarza się, że treścią głoszenia podczas ewangelizacji nie jest Słowo Boże, lecz doświadczenia ludzkie. Ewangelizacja stanowi wtedy zbyt często opowiadanie ludzkich świadectw, zazwyczaj bardziej skupionych na sobie i na swoich doświadczeniach, niż na Bogu i Jego dziełu w Chrystusie. Świadectwo wiary może mieć swoje miejsce podczas głoszenia Ewangelii, ale nigdy nie może zastąpić samego Słowa Bożego. Możemy głosić Ewangelię bez mówienia świadectwa, bo głoszenie niekoniecznie potrzebuje świadectwa osobistego, ale mówienie świadectwa bez głoszenia Słowa Bożego nie jest ewangelizacją!

 

Biblijna zasada Reformacji, sola scriptura – jedynie Pismo Święte, jest prawdą. Oznacza, że tylko przez głoszenie Słowa, ktoś może się nawrócić. Jednak tak samo konieczne jest działanie Ducha Świętego. Jeśli nadmiernie podkreśla się jeden z tych elementów, szybko można wpaść w niebiblijne skrajności.

 

Głoszenie Słowa Bożego oznacza też przekazanie wiedzy, mianowicie o tym kim ja jestem i Kim jest Bóg. Aby móc się nawrócić, muszę rozumieć, że jestem martwym grzesznikiem, który zasłużył tylko na wieczne potępienie, który sam z siebie nic nie może zrobić, aby zostać pojednanym z Bogiem. Także muszę rozumieć, że Bóg zesłał swego Syna Jezusa Chrystusa, aby On zapłacił karę za grzech, by w ten sposób mógł się pojednać z każdym, kto uwierzy. Poza tym też, że tylko, jeśli wierzę w Jezusa Chrystusa mogę być zbawiony. Być zbawionym oznacza, że zna się i rozumie pewne fakty historii zbawienia. Ale tylko wiedza nie wystarczy, szatan również posiada taką wiedzę, ale nie jest zbawiony. Moje serce musi zostać zmienione, muszę narodzić się na nowo, aby stać się nowym człowiekiem. Tylko jeśli jestem na noworodzony, jestem w stanie upamiętać się i uwierzyć. Ta zmiana i nowe narodzenie jest dziełem Ducha Świętego. Człowiek sam nie może się narodzić na nowo, tylko za sprawą Ducha Świętego. Duch święty daje mu życie i wiarę (Ef. 2:8).

 

Duch Święty nie przekazuje Ewangelii przez osobiste objawienie, lecz mówi do człowieka poprzez jej głoszenie. Poprzez głoszenie Słowa Bożego Duch Święty budzi człowieka do życia, aby się nawrócił. Dlatego nigdy nie możemy odłączyć głoszenia od działania Ducha Świętego, gdyż są nierozerwalnie związane ze sobą.

 

Tu dochodzimy do trudnego aspektu wiary, mianowicie - Bóg wybrał człowieka. Człowiek nie może sam zdecydować, by przyjąć Ewangelię, gdyż jest martwy a martwy człowiek nie jest zdolny do jakiegokolwiek działania. Gdyby człowiek sam, o własnych siłach, mógł przyjąć dobrą Nowinę, mógłby się chlubić, że sam o tym zdecydował, czyli, oprócz łaski, ten jeden czyn – decyzja przyjęcia Chrystusa – też byłby potrzebny. Wtedy jednak już nie byloby mowy o zbawieniu tylko z łaski.

Duch Święty działa skutecznie, więc z pewnością człowiek na nowo się narodzi, a jeśli jest nowo narodzony, wtedy też nawróci się i uwierzy.

Nasuwa się pytanie, dlaczego nie każdy się nawraca? Duch Święty widocznie nie budzi każdego człowieka do życia. To suwerenna decyzja Boga, sprzed założenia świata (Ef. 1:4), która jest dla nas tajemnicą. Nie możemy kwestionować tajemnicy Bożej. Skoro Bóg tak objawił się w swoim Słowie, powinniśmy to przyjąć. Nie wolno nam mierzyć Bożej sprawiedliwości według naszych, skażonych grzechem i zmieniających się w każdym pokoleniu, standardów. Bóg jest jedyną miarą sprawiedliwości a On zdecydował, że wybrał z łaski, a tych, których wybrał, powołał przez głoszenie Słowa Bożego i działanie Ducha Świętego (Rz. 8:29-30).

 

Mimo faktu, że Bóg nie wybrał każdego, On woła każdego człowieka przez głoszenie Ewangelii. Nikt jednak nie może mieć wytłumaczenia, że nie nawrócił się, bo Bóg go nie wybrał. Każdy sam jest odpowiedzialny za swój grzech, co oznacza, że sam jest w pełni winny za to, że odrzucił Boga, więc całkiem sprawiedliwym jest, że zasługuje na śmierć wieczną, będacą karą za grzech.

 

Bóg w swojej łasce jednak odnawia ludzi przez Ducha Świętego poprzez głoszenie Słowa Bożego. Jednak głoszenie Słowa nie działa magicznie a Duch Święty nie jest zależny od tego, jak dobrze my głosimy. Bóg suwerennie wybrał drogę do zbawienia przez głoszenie Słowa i działanie Ducha Świętego. Tylko Duch Święty może zmienić serce człowieka, aby narodził się na nowo, ale Duch Święty czyni to poprzez głoszenie Słowa Bożego.   

W związku z tym Kościół głosi każdemu człowiekowi. Głoszenie Ewangelii jest podstawowym jego zadaniem, które powinno mieć centralne miejsce podczas każdego nabożeństwa.