08 August 2012

Przypowieść o nieuczciwym zarządcy

Ew. wg Łukasza 16,1-9

Wielu komentatorów uważa, że przypowieść ta jest najtrudniejszą ze wszystkich i zdania dotyczące jej znaczenia bardzo się różnią.

Kontekst literacki
Omawiana przypowieść występuje zaraz po przypowieści o synu marnotrawnym. W XIII wieku wprowadzono podział na rozdziały Biblii, co spowodowało, że ta przypowieść nagle została nieco odłączona od poprzedniej. Mimo to są niewątpliwie ze sobą związane, istnieje kilka podobieństw miedzy nimi.
Obie przypowieści mówią o bogatym człowieku, który okazuje wielką łaskę. Obie mówią o synu lub podwładnym, który trwoni majątek pana/ojca. W obu, ten kto czynił źle doświadcza chwili refleksji i zrozumienia swej sytuacji. W obu podwładny akceptuje miłosierdzie i w obu występuje sytuacja zerwania relacji i zaufania oraz następujące po niej konsekwencje.
Przypowieść, którą omawiamy, kontynuuje teologiczną myśl poprzedniej. Głównym tematem nie jest uczciwość w sprawach finansowych, lecz Bóg, grzech, łaska, i przebaczenie.

Literacki koniec fragmentu nie jest jasny i komentatorzy różnie go interpretują.
Końcem samej przypowieści - jako opowieści - jest werset 8a. Niemniej, brak kontynuacji oznaczałby, że przypowieść nie miałaby wiele sensu i byłoby niewiadomym dlaczego Jezus ją opowiedział.
Komentatorzy przyjmują różne wersety za koniec przypowieści: koniec wersetu 8, koniec wersetu 9 lub koniec wersetu 13.
Werset 8b komentuje, werset 9 jest praktyczną aplikacją.
Nie jest częścią przypowieści, ale te słowa są powiedziane zaraz po przypowieści i są związane z nią. Słowa ja również wam powiem… występują często jako wstęp do ważnych słów Jezusa, często też na końcu przypowieści (por. Ew. Mateusza 18,13; 21,43; 24,47; Ew. Łukasza 12,44; 11,8; 14,24; 15,7)
Wersety 10-13 są dalszą aplikacją. Wersety 9-13 zostaną omówione innym razem.

Czy bogaty człowiek jest uczciwym człowiekiem?
W przypowieściach Jezusa często istnieje kontrast między głównymi postaciami, gdzie jeden jest dobry, a drugi nie. Są skargi przeciw zarządcy, ale nie przeciwko bogatemu człowiekowi.

Bogaty człowiek
Bogaty człowiek był, jak dzisiaj powiedzielibyśmy, właścicielem firmy.
Komentatorzy mają różne zdania, czy chodzi tu o posiadanie ziemi, czy działalność bankową.
Najbardziej prawdopodobnym jest, że chodzi tu o właściciela ziemskiego, posiadającego dużo ziemi, którą oddaje innym w dzierżawę, za stałą wcześniej umówioną zapłatę w naturze. Opłata ta jest niezależna od faktycznych żniw. Podczas podpisywania umowy ustalona zostaje suma do zapłacenia, a dopiero po żniwach zostaje zapłacona.
Zarządca nie zbiera pieniędzy, tylko obniża sumę do zapłaty po żniwie.
Użyte słowo (greckie: oikonomos) oznacza tu kogoś, kto jest odpowiedzialny za dobre funkcjonowanie gospodarstwa oraz za dobro pracowników i niewolników; dzisiaj powiedzielibyśmy, że jest ‘głównym ‘menadżerem firmy’.

Zarządca jest legalnym reprezentantem swego pana, i podlegał prawu Miszny. Oznacza to, że formalnie działa w imieniu właściciela i wszystko, co czyni, wszystkie kontrakty które podpisuje, mają taką samą moc jakby sam właściciel je podpisał. (Miszna Babra Batha x,4).
(Patrz dalej: Kenneth E. Bailey, Poet and Peasant, s. 88-95, który bardzo obszernie opisuje wszystkie możliwości).

Rachunki
Niektórzy komentatorzy uważają, że zarządca podwyższył rachunki, aby się wzbogacić. Teraz obniża sumę na rachunkach odejmując to, co dodał. W tekście jednak nic na to nie wskazuje.
Sumy na rachunkach są znane bogatemu człowiekowi. To co zostało zapisane w rachunkach, w umowach nie było sprawą prywatną, lecz publiczną. Na Bliskim Wschodzie takie sprawy nawet publiczne się przedyskutowuje. Suma o którą podwyższył cenę byłaby przesadna (patrz niżej).
Jeżeli zarządca rzeczywiście podwyższył wcześniej ceny, to dłużnicy dowiedzieli się o tym i skarżyli się u pana.
Myślenie, że zarządca sam podwyższył ceny pochodzi z komentarzy początku XX wieku, po obserwacji praktyk istniejących w Ziemi Świętej. W XIX wieku pod tureckim panowaniem sytuacja na Bliskim Wschodzie się zmieniła. Tureccy właściciele dóbr byli znani z tego, że byli okrutni, skorumpowani i w ogóle nie zainteresowani dobrem swoich podległych. Ale w I wieku n.e. taka sytuacja jeszcze nie istniała.

Struktura
Czytamy, że pan otrzymuje skargę dotyczącą zarządcy. Nie wiemy od kogo, ale wiadomo, że dla pana skarga jest wiarygodna. Nie wiemy dokładnie o co oskarżony jest zarządca, ale użyty wyraz grecki (diaskorpizōn) wskazuje na to, że chodzi o złe (niemądre, rozrzutne, złe kierownictwo) gospodarowanie pieniędzmi i mieniem nie należącym do niego, ale za które był odpowiedzialny.

Zarządca ma się stawić przed bogatym człowiekiem.
Zarządca postępuje bardzo sprytnie. Nie mówiąc nic panu - działa. Właściwie zarządca nie jest pewien, co jego pan wie, więc wszystko co powiedziałby mogłoby być wykorzystane przeciw niemu.
Bogaty człowiek jest pewny, że ma wystarczające dowody, aby go zwolnić, więc wymaga zdania sprawozdania. Grecki tekst dosłownie mówi, że chce wglądu do księgi rachunkowej.

Od tego momentu zarządca jest zwolniony z pracy, nie może już działać w imieniu właściciela i musi oddać księgi. Wszystko, co zarządca potem robi jest prawnie nielegalne. Posiada jeszcze księgi, ale właściwie powinien był je oddać. (Sytuacja jak w firmie, gdzie księgowy został zwolniony, ale jeszcze nie oddał księgowości).

Reakcja zarządcy jest bardzo dziwna. Na Bliskim Wschodzie nikt nie akceptuje bez protestu zwolnienia z pracy, lecz raczej rozmawia, targuje się i błaga. W takiej sytuacji słuchacze oczekują, że zarządca będzie negocjował i próbował siebie ratować.
Zarządca mógł na przykład odwołać się do faktu, że już tak długo pracuje, być może już jego ojciec pracował. Albo mógłby powiedzieć, że nie jest w stanie wszystkiego kontrolować, albo nawet oskarżyć oskarżycieli o kłamstwo. Ma też jeszcze możliwość wysłać wpływowego przyjaciela, aby ten za niego się wstawił.
Ale zarządca nie korzysta z tego. On milczy, co w takiej sytuacji oznacza, że się przyznaje do winy. 

Zarządca idzie więc, aby zabrać księgi rachunkowe, aby zdać sprawozdanie i oddać je. Tu następuje monolog zarządcy, gdzie zastanawia się on co robić.
Zwolnienie oznacza degradację społeczną, a więc wstyd i stratę honoru.  
Kopać nie mam siły, co znaczy, że nie jest w stanie wykonywać pracy fizycznej, jak np. rolnik itp. Wstydzi się żebrać, a poza tym społeczeństwo nie akceptowałoby tego w jego przypadku (nie jest niewidomy, czy sparaliżowany). Sytuacja jest dość beznadziejna.
Ale nagle ma pomysł (w. 4).
Jego celem jest, aby przyjęli go w innych domach. Jest to idiom pochodzący od greckiego filozofa Epikteta, oznaczający znalezienie innej pracy. Chce pracować jako zarządca u kogoś innego, ale jak to osiągnąć?
Zarządca wie, że skoro został zwolniony, wszystko co teraz jeszcze robi w imieniu ‘firmy’, dla której pracował jest nielegalne, ale prawdopodobnie ludzie o tym jeszcze nie wiedzą.
Wkrótce cała społeczność będzie wiedziała, że został zwolniony z powodu złego kierownictwa i nikt nie będzie chciał go zatrudnić. Musi więc coś wymyślić, przez co ludzie będą chcieli go zatrudnić i rzeczywiście ma pomysł aby stać się popularny w społeczności.

Wzywa on dłużników (dzierżawców), a oni przychodzą, myśląc, że nadal jest zarządcą; inaczej z całą pewnością by nie przyszli. Oznacza to dla dłużników, że ma on jakąś ważną informację od właściciela ziemi. Na zmianę umowy i ceny nikt na pewno nie liczył, bo zmiana przed żniwami nigdy nie miała miejsca.
Zarządca mówi z każdym osobno, nie do całej grupy, aby mógł mieć wszystko pod kontrolą.
Zarządca radzi: weź swoją umowę i napisz szybko pięćdziesiąt. Szybko, to znaczy, zanim będzie musiał wszystko oddać panu. Wyraz szybko kojarzy się z czymś, co jest nielegalne, czynnością, której lepiej, aby nikt nie widział.
To, co zarządca uczynił, oznacza, że kradnie bogatemu człowiekowi, aby osiągnąć partnera na później. Dłużnik, który otrzymał taką zniżkę ceny na pewno nie będzie skarżył się na niego.

W kulturze Bliskiego Wschodu istnieje ważna różnica między sferą publiczną, a świadomością prywatną. Dłużnik może później powiedzieć, że nie wiedział, że zarządca już nie jest zarządcą, więc logicznie zakładał, że sam bogaty człowiek nakazał zmniejszenie ceny. Oczywiście prywatnie miał świadomość, że coś jest nie tak, bo nikt nie zmniejsza ceny w trakcie roku, a z całą pewnością nie na tak wielką skalę. Poza tym zarządca rozmawiał z każdym osobno, bez świadków; nikt nie może później udowodnić co dokładnie zostało omówione.
Wszystko to miało być wykonane bardzo szybko, ponieważ zarządca powinien pójść i zanieść księgowość; nie miał więcej czasu niż jedną lub dwie godziny.

Kiedy zarządca pyta dłużników, ile jest winien, sam na pewno już wie, bo ma przecież księgowość. Ale jest to pytanie, aby się upewnić, że zgodzą się co do ceny.
Obniżka, którą zarządca proponuje jest gigantyczna. Pięćdziesiąt baryłek oliwy ma wartość ok. 500 denarów, co równa się wynagrodzeniu robotnika za półtora roku. Jest to żniwo z około 75 drzew oliwnych. Drugi dłużnik otrzymuje procentowo mniejszą zniżkę, ale wartość jest podobna. Sto miar zboża wystarcza, aby wykarmić ok. 150 osób przez cały rok. Dwadzieścia miar zboża ma podobną wartość jak 50 baryłek oleju.
Ważnym dla zarządcy jest, że dłużnik sam pisze, aby było tym samym jasnym, że zaakceptował zniżkę.

Opisanych zostało tylko dwóch dłużników, ale reprezentują oni całość, na co wskazują słowa każdego z dłużników.
Każdy dłużnik zgadza się na to i kiedy wróci z całą pewnością opowie co się stało. Podobnie gdybyśmy dowiedzieli się, że od teraz możemy płacić tylko połowę czynszu, to na pewno takiej wiadomości nie zatrzymalibyśmy tylko dla siebie, ale z radością opowiedzielibyśmy naszym wszystkim znajomym.
Na Bliskim Wschodzie to powód do świętowania i cała wioska chwali bogatego człowieka za to, że jest tak hojny.  
Zarządca szybko wraca do swego byłego pracodawcy i wręcza mu księgowość. Mimo to, że zarządca sporządza zazwyczaj umowy i być może też ustala ceny, bogaty człowiek na pewno wie jakie ceny były uzgodnione i na pewno zauważył świeże zmiany.

Ma teraz dwie możliwości.  
Pierwsza, to mógłby iść do wioski i powiedzieć, że zmiany są nielegalne, gdyż zarządca już był zwolniony, wiec należy płacić pierwotnie uzgodnioną sumę. To jest legalne, ale spowoduje, że cieszący się z obniżki ludzi przestaną lubić bogatego człowieka, być może nawet będą go nienawidzić i uważać za okrutnego.
Drugą opcją jest to, aby nic nie mówić, zgodzić się ze zmianami wprowadzonymi przez zarządcę i żyć dalej jako człowiek chwalony przez lokalną społeczność za hojność i miłosierdzie.
Słuchacz już wie, że bogaty człowiek jest hojny i miłosierny. Mógłby on przecież wrzucić zarządcę do więzienia, lub sprzedać go i jego rodzinę jako niewolników, aby w ten sposób odzyskać, co stracił. Nie czyni jednak tego.

To jest też to, na co liczył zarządca. W świetle tej ogromnej łaski, którą otrzymał, zdecydował zaryzykować wszystko ufając, że bogaty człowiek jest i będzie miłosierny.
Jeżeli nie udałoby się, zostałby na pewno ukarany, gdyż to co uczynił było oszustwem i okradzeniem właściciela.
Działalność zarządcy kończy się sukcesem. Na końcu bogaty człowiek chwali go, że tak przebiegle postąpił.
Oczekiwalibyśmy, że zarządca zostanie ukarany. Reakcja pana wydaje nam się nierealistyczną. Przypowieści nie zawsze we wszystkich aspektach są realistyczne.
W sztukach teatralnych, komedii starożytnej, często występują podobne sytuacje, gdzie ktoś próbuje się ratować poprzez spryt, przebiegłość, mądrość. (Snodgrass, s. 414).

Bogaty człowiek chwalił zarządcę za to, że przebiegle, postąpił.
Po grecku został użyty wyraz (phronimōs), który też jest używany, aby określić jak uczniowie powinni się zachować wobec nadejścia Syna Człowieczego, np.: Ew. Mateusza 10,16 (bądźcie czujni…); 24,45 (mądry sługa); 25,2 (mądrych); 1 Koryntian 4,10 (rozumni w Chrystusie).
Jest to wyraz, który często oznacza rozumienie jaka jest sytuacja w świetle nadchodzącego sądu. Być przebiegłym oznacza wtedy ‘reagować odpowiednio na nadchodzący sąd Boży’.

Bogaty człowiek chwali zarządcę i sam płaci za to, że jego nieuczciwy zarządca zostaje wybawiony.
Społeczność na pewno odkryje prawdę i będzie dziwić się sprytowi zarządcy. Będą chcieli, aby dla nich pracował, bo taki człowiek, który może zmienić beznadziejną sytuację na dobrą, jest niezwykle wartościowy.

Dlaczego w przypowieści pan (i w swoim komentarzu sam Jezus także), chwalą zarządcę za działanie niemoralne? To jest najtrudniejsze pytanie. Sam tekst niewiele daje wskazówek. 
Są dwie możliwości: albo zarządca uczynił coś sprawiedliwego, albo uczynił coś niesprawiedliwego, ale z dobrymi skutkami.

Sytuacja życiowa w Galilei nie była dla wielu łatwa. Wielu dzierżawiło ziemię za wysoką cenę, tak jak w przypowieści. W takim kontekście dla słuchaczy zarządca jest jakimś rodzajem Robin Hooda, któremu udało się polepszyć ich sytuację na koszt bogatych, rządzących.

Niektórzy mówią, że bogaty człowiek jest negatywnym charakterem. Często w Ewangelii Łukasza bogaty jest negatywnie widziany, ale nie zawsze. (Por. np. Ew. Łukasza 8,3; 12,36-46; 14,16; 15,11-32; 19,1-10; 19,11-27). Nic w tej przypowieści nie wskazuje na to, że mamy postrzegać bogatego jako negatywną postać. Przypowieść skupia się na zarządcy i jego działaniu.

Znaczenie w. 8b
W tym wersecie ważny jest punkt widzenia: pan chwali zarządcę za to, że jest przebiegły, gdyż Jezus uważa go za nieuczciwego. To co zarządca robi, nie było dla Jezusa godnym pochwały.
W wersecie 8b Jezus przedstawia w kontraście dwa światy: Synowie tego świata, oraz synowie światłości.
Po grecku używany jest wyraz aeon, co oznacza era. Jest to kontrast między obecnym grzesznym światem (lub erą), w którym żyjemy, oraz Królestwem Bożym, które nadchodzi, a jednocześnie już się zaczęło (por. Ew. Łukasza 10,9-11).
Jezus mówi, że synowie tego świata - jak zarządca - rozumieją jak ten świat działa i jak skorzystać z tego. To dlaczego dzieci światłości, należący do Królestwa Bożego, nie rozumieją jak Królestwo Boże działa? Czyli - dlaczego dzieci Boże nie żyją i postępują jak należy?

Tematem przypowieści jest ludzkie zachowanie i ludzka reakcja w czasie kryzysu. To ostatnie zdanie wyjaśnia, że musimy czytać przypowieść w świetle synów światłości.
Podobnie jak zarządca, także uczniowie, ludzie, zostali zwolnieni; przez grzech stracili to, co posiadali. To kryzys ludzkości. Podobnie jak zarządca i my musimy przemyśleć co robić, aby przeżyć. Tak samo jak dla zarządcy, sąd już jest bliski; nam również pozostaje niewiele czasu.
Jezus pyta, dlaczego my jeszcze zwlekamy, skoro ludzie z tego świata szybko i sprytnie działają.
W następnych wersetach Jezus dalej to wyjaśnia, ale o tym następnym razem.

Znaczenie teologiczne
Przypowieść nawiązuje do kilku ważnych teologicznie tematów.

1.      Natura Boga
Bóg jest sprawiedliwy i łaskawy. Jego sprawiedliwość powoduje zwolnienie zarządcy. Jego miłosierdzie widać w tym, że tylko zwolnił go, a nie sprzedał jako niewolnika, co mógł prawnie uczynić. Nawet jest łaskawy do tego stopnia, że sam płaci za to, że zarządca zostaje uratowany.

2.      Zdradliwy charakter grzechu
Grzech zostaje ujawniony i wtedy nie ma nic do wytłumaczenia. Zarządca mógł się wtedy opamiętać i nawrócić, ale nie uczynił tego. Kontynuuje drogę grzechu: jego sposób ratowania się oznacza więcej kłamstw i kradzieży dóbr pana, licząc na jego łaskawy charakter. Grzech powoduje jeszcze więcej grzechów.

3.      Mądre postępowanie
Zarządca nie jest chwalony za swoje etyczne działanie (on jest synem tego świata co oznacza, że nie należy do Boga). Jest natomiast chwalony za to, że dobrze postrzegał charakter swego pana. Doświadczył ogromnej łaski i decyduje się ryzykować wszystko ufając, że jego pan jest miłosierny i łaskawy. Jeżeli się pomyli, straci wszystko co ma, nawet swoją rodzinę i swoją wolność.
Jezus chce, abyśmy i my posiadali podobne zaufanie w miłosierdzie i łaskę Bożą.

4.      Rozumieć czas i reagować na to.
Tak jak zarządca zrozumiał swoją sytuację w świetle nadchodzącego sądu swego pana, tak i my musimy zrozumieć naszą sytuację w świetle nadchodzącego Sądu Bożego i odpowiednio postępować.
Chrześcijanie są obywatelami Królestwa Bożego, ale często postępują, jakby byli obywatelami tego świata.


Przypowieść o synu marnotrawnym



Ew. Wg Łukasza 15,11-32

Jezus opowiada trzy przypowieści (rozdz. 15) jako reakcje na krytykę faryzeuszy, którzy krytykowali go za to, że jada posiłki z grzesznikami. Przez wspólne jedzenie z nimi, Jezus pokazuje łaskę Bożą. Jezus zaprasza faryzeuszy aby też się radowali z tego powodu.
Tytuł nie jest właściwy, ponieważ zwraca uwagę tylko na jednego z synów. Lepiej byłoby: „Miłosierny ojciec i jego dwóch zaginionych synów”.

Kulturowy kontekst
W starożytnym świecie brak respektu wobec rodziców (chociażby wyrażony tylko w słowach), lub brak troski o nich, był widziany jako bardzo poważny grzech.
W Księdze Powtórzonego Prawa zapisane jest, że synów zbuntowanych przeciw rodzicom należałoby kamieniować (Ks. Powt. Prawa 21,18-21).

Młodszy syn prosi ojca o swoją część spadku. W kulturze Bliskiego Wschodu oznacza to, że syn właściwie życzy śmierci własnemu ojcu, aby móc wreszcie skorzystać ze swojego spadku.
W Misznie znajdujemy następujący zapis: jeśli ojciec przepisze majątek swojemu synowi, to syn otrzyma go po śmierci jego ojca. Oznacza to, że ojciec za życia nie może już go sprzedać, bo właściwie należy on do syna.
Ale i podobnie syn nie może go sprzedać, bo majątek należy jeszcze do ojca, póki żyje. Ojciec ma prawo skorzystać z ziemi jak zechce (Baba Bathra viii.7).
Znanym zwyczajem było, że ojciec pod tym warunkiem mógł podzielić spadek, ale nie znana jest z historii sytuacja, w której syn prosiłby sam o taki podział.

Reakcja ojca jest zaskakująca. On się po prostu zgadza. Normalną reakcją ojca byłoby ukaranie syna, gdyż go wyraźnie obraził. Trudno znaleźć bardziej dramatyczną ilustrację miłości; miłość, która nawet pozwala na odrzucenie. Żaden ojciec tak by nie uczynił.

Syn otrzymuje swoją część, sprzedaje ją (za zgodą ojca) i emigruje.
Ojciec swoim pozwoleniem naraża się na ryzyko finansowe. Normalnym zwyczajem było, że synowie troszczyli się o rodziców w starości, także pod względem finansowym. Posiadany majątek oznaczał zapewnienie emerytury. Jeżeli młodszy syn sprzedałby swoją część, oznaczałoby to zagrożenie emerytalne dla ojca.
W takiej sytuacji od starszego syna oczekiwano, aby zrezygnował ze swojej części oraz, że będzie działać jako pośrednik między młodszym synem a ojcem, próbując pojednać ich i rozwiązać konflikt. W tej dramatycznej sytuacji jednak starszy syn zamiast protestować milczy i sam korzysta, ponieważ on także otrzyma teraz swoją część majątku.

Syn szybko wszystko sprzedaje i emigruje, co właściwie nie powinno dziwić, ponieważ gdy wspólnota (wioska) gdzie mieszka, dowiedziałaby się co zrobił, z całą pewnością zostałby wykluczony ze społeczności. Syn emigruje i w dalekim kraju wydaje wszystko.
Tekst nie mówi, czy żyje z prostytutkami (to zarzut starszego brata, w. 30), tylko podkreśla, że żyje rozrzutnie i w końcu roztrwania cały majątek.

Kiedy już wszystko wydał, nastąpił głód.
Głód był doświadczeniem doskonale znanym dla słuchaczy I w. n.e.
Samotny Żyd bez pieniędzy, bez rodziny w obcym kraju był szczególnie narażony, kiedy w kraju zapanował głód.
Podczas głodu, każda rodzina, która posiadała jeszcze jedzenie, miała codziennie mnóstwo żebraków pod drzwiami.

Szukając możliwości przeżycia wynajął się u kogoś do pracy. Grecki tekst mówi dosłownie „zjednoczył się, przykleił: się do kogoś (gr.: Kollao).
W krajach Bliskiego Wschodu, istniał grzeczny sposób aby się kogoś pozbyć, mianowicie zlecało mu się zadanie, którego z pewnością nie będzie chciał wykonać. Ku zdziwieniu, młodszy syn akceptuje pracę jako pasterz świń (co dla Żydów było niedopuszczalne).
Codzienne przebywając wśród świń był oczywiście rytualnie nieczysty, nie mógł więc świętować szabatu, nie mógł spełniać podstawowych obowiązków religijnych. Lev. 11,7

Był głodny i pragnął zaspokoić głód strąkami…
Zazwyczaj uważano, że chodzi tu o szarańczyn strąkowy (Ceratonia siliqua). Strąki nazywane są chlebem świętojańskim. Występują wszędzie w regionie śródziemnomorskim i owoce są często jedzone przez ludzi. W rabińskiej literaturze występują jako symbol upamiętania.
Ponieważ owoc ten, zawierający cukier może być jedzony przez wszystkich, jest bardzo mało prawdopodobnym, że w czasie głodu tak cennymi owocami karmiono świnie. Istnieje inny gatunek strąków, który jest gorzki i zazwyczaj nie jest jedzony przez ludzi, ponieważ posiada mało wartości odżywczych.

Wtedy pomyślał… (w. 17)
Po grecku: wtedy doszedł do siebie…, lub: zmądrzał.
Niektórzy bibliści twierdzą, że ten wyraz oznacza, że on się wtedy nawrócił. Jest to może pewien rodzaj nawrócenia, ale właściwe nawrócenie następuje dopiero wtedy kiedy spotyka później ojca swego. W tym miejscu w greckim oryginale użyty został wyraz oznaczający pewien rodzaj przemyślenia, zmiany opinii, dojścia do wniosku.

Jeśli przyjrzymy się na czym jego ‘nawrócenie’ polega, widzimy, że nie jest to prawdziwe nawrócenie. Nie żałuje on w tym momencie swoich grzechów. Jest to raczej świadomość, że nie ma już innego wyjścia, aby przeżyć.
Sam doszedł do wniosku, że zgrzeszył, ale grzech dla niego polega na tym, że stracił wszystkie pieniądze, i nie jest w stanie spełnić obowiązku troski o ojca kiedy ojciec się  zestarzeje.

Już nie chce być synem, lecz najemnikiem. Żydowskie zamożne gospodarstwa I wieku n.e. posiadały trzy rodzaje pracowników: niewolnicy (gr.: douloi), którzy byli własnością właściciela i byli właściwie częścią jego rodziny, niewolnicy niższej klasy (gr.: paides), którzy podlegali niewolnikom (douloi), oraz najemnicy (gr.: misthioi).
Najemnicy to obcy, nie należący do gospodarstwa, do firmy. Niewolnicy dbali o interesy właściciela, ponieważ były też ich własnymi, natomiast najemnicy nie byli tym zainteresowani. Oni zostali wynajęci na określony czas, tylko na czas kiedy była praca. Najemnik był niezależny, tak jak dzisiaj ktoś kto pracuje na umowę zlecenie.

Syn ma trzy główne relacje: z ojcem, z bratem i ze społecznością, z wioską.
Syn chce rozwiązać problem zerwanej relacji z ojcem i bratem. Jako najemnik jest niezależny, opłacany za wykonaną pracę i może żyć niezależnie. Jego status jest podobny do innych najemników. W dodatku dzięki wynagrodzeniu za pracę będzie w stanie po pewnym czasie zwrócić ojcu to, co stracił.
Krótko mówiąc: on chce zarabiać na swoje życie, chce siebie sam ratować, i nie chce łaski.

Syn chce wyznać swoje winy, ale definiuje je przede wszystkim jako stratę pieniędzy i chce powiedzieć, że nie jest kompletnie bezużyteczny, że jeszcze ma możliwość chociaż coś naprawić.  
Jako najemnik był nie zależny od brata. Według Miszny, kiedy już podział majątku nastąpił, ojciec mógł żyć z zysków firmy i korzystać z nich w sposób dowolny, ale wszystko co zostało z zysku było dodane do tego, co syn dziedziczy.
Pracując jako najemnik, syn wcale nie musi się pojednać z bratem i z ojcem.

Otrzymanie akceptacji i jego status w wiosce będzie wyjątkowo trudny. Ludzie wiedzą, że obraził ojca a potem stracił pół jego majątku u pogan. Społeczność go potępi i poniży. Nie ma rozwiązania na ten problem.

Podsumowując: syn chce wrócić jako najemca, wtedy jego status społeczny i dochód jest zabezpieczony. Myślał, że w ten sposób uda mu się spłacić stracony majątek ojca. Problem społeczny nie zostanie rozwiązany. Będzie ciężko wrócić, ale nie ma wyjścia, jeśli nie wróci umrze z głodu.

Rabińskie nauczanie dot. opamiętania
Dla rabinów nawrócenie było przede wszystkim działalnością człowieka. Nawrócenie polega na tym, że człowiek naprawia to co zniszczył, zepsuł, dzięki temu otrzymując uznanie od Boga. Człowiek sam dochodzi do nawrócenie i naprawy, ale czasami potrzebuje pomocy od Boga. Wtedy Bóg idzie pól drogi, a człowiek drugi pół.
W przypadku marnotrawnego syna widzimy również, że chce się nawrócić w taki sposób jak widzieli to żydowscy rabini.

Ojciec
Czytamy, że ojciec wzruszył się do głębi (gr: splangchnizomai). Ojciec wie, co czeka syna jeśli dojdzie do wioski, gdzie wszyscy z pewnością jeszcze pamiętają, co się stało. Wie, że nie będzie akceptowany, może zostać nawet pobity. Na Bliskim Wschodzie, dla starszego pana, posiadacza ziemi bieganie jest poniżające, ale oto ten ojciec poniża się w oczach ludzi z wioski i biegnie do swego syna.
Zamiast wrogości, której się spodziewał, syn znajduje niespodziewaną ogromną widzialną miłość. Ojciec nie mówi, nie wita, lecz czyni, i te czyny mówią więcej niż tysiące słów.
W wersecie 16 widzimy kompletne odrzucenie, w w. 20 widzimy pełną akceptację.

Ojciec ucałował go. To jest wielki znak przebaczenia i pojednania. W przypadkach rozwiązania konfliktu w wiosce, znakiem pojednania zawsze był i jest pocałunek.

Czytelnik wie już co syn marnotrawny chce powiedzieć ojcu, ale syn faktycznie mówi tylko część tego co planował. Wielu komentatorów uważa, że to dlatego, że wypowiedź syna została przerwana przez ojca. W różnych tłumaczeniach tak jest to tłumaczone. Nie widzimy jednak tego w tekście.
Widocznie syn marnotrawny zmienił zdanie. Bycie znowu synem nie ma tylko zalet. Oznacza to, że musi żyć razem z bratem i jeść jego chleba, a więc być zależnym od niego.

Dlaczego zmienił zdanie? Wrócił do domu myśląc w rabiński sposób o upamiętaniu.
Kompletnie niespodziewanie spotkał ogromną miłość ojca. Teraz zrozumiał, że nie może rozwiązać sytuacji tak jak zaplanował, ponieważ jego problemem i grzechem nie jest strata pieniędzy, lecz problemem jest zerwana relacja z ojcem, a tego sam nie jest w stanie naprawić. On rozumie, że rozwiązanie, nowa relacja, jest tylko darem od ojca.
Mówiąc ojcu, że może swoją winę zrekompensować pracą, będzie teraz raczej jego obrażeniem. Jedyną właściwą reakcją są słowa ‘nie jestem już godny’.
Syn akceptuje miłość i łaskę ojca, i tylko dlatego relacja z ojcem zostaje odnowiona.

Ojciec poleca swoim sługom, aby go ubrać, tak jak się ubiera króla. Dostaje pierścień, co jest znakiem autorytetu. Słudzy mają okazać szacunek wobec niego. Włożenie sandałów oznacza akceptowanie go jako pana. Syn dostaje najlepszą szatę, który pewnie należy do ojca, a którą nosi tylko podczas świąt. Ludzie z wioski widząc to, wiedzą, ze muszą decyzję ojca akceptować.
Ojciec czyniąc to czyni pojednanie syna ze sobą, ale i również pojednanie między synem a wspólnotą.

To, że zostaje zabite cielę a nie np. koza, oznacza, że ma przyjść wielka grupa na imprezę, może nawet cała wioska. Mięso szybko się psuje i nikt nie zabija cielaka tylko dla swej rodziny, małej grupy.  
Podobnie jak pasterz, który odnalazł zaginioną owcę (15,1-7) oraz kobieta, która znalazła drachmę (15,8-10), także ojciec chce dzielić radość z całą wspólnotą.

Starszy syn (15,24-32)
Z powodu nie podanego w tekście, starszy syn nie był od razu poinformowany o powrocie brata, kiedy przychodzi, impreza już się zaczęła. Imprezy na Bliskim Wschodzie zazwyczaj nie mają formalnego początku. Wieść o imprezie idzie przez wioski, zaczynają się przygotowania, sąsiadki pomagają, i powoli przychodzą ludzie. Mężczyźni pracują na polu i dopiero po pracy wracają i dołączają się.
W sytuacji gdy syn ma normalną, dobrą relację z rodziną, normalną reakcją było by, że syn szybko wchodzi do domu, aby wziąć w niej z radością udział. Ale starszy syn jest podejrzliwy, i pyta kogoś, raczej nie sługę, lecz chłopca bawiącego się przed domem.
Tradycja wymagała obecności starszego syna na przyjęciach ojca, który witał gości i służył im. Jednak on pozostaje na zewnątrz.

Syn na pewno chciał dyskutować z ojcem, że tak nie można traktować brata, który tak źle czynił. Ale nie teraz. Wszyscy oczekują od niego, że wejdzie, i weźmie udział w imprezie, pojedna się z bratem i potraktuje go jako honorowego gościa. Potem, po imprezie jest czas na dyskusje i skargi wobec ojca.
Nie wchodząc do domu, nie chcąc uczestniczyć, starszy syn publicznie poniża swego ojca i okazuje się, że nie jest w niczym lepszy od młodszego syna. Starszy syn w taki sam sposób obraża ojca. Obrażenie ojca było traktowane bardzo poważnie w tamtejszej kulturze.
Relacje z młodszym synem zostały odnowione, ale relacja ze starszym synem właśnie została zerwana.
Słuchacz oczekuje ostrej kary wobec starszego syna, ale drugi raz podczas tego dnia ojciec poniża sam siebie, wychodzi z domu do syna i oferuje mu miłość. Młodszy syn zmienia się doświadczając niespodziewanej miłości i łaski. Starszy syn natomiast utwardzi się.
Do tej pory w opowieści kiedy syn zwracał się do ojca, zawsze zaczynał tak: Ojcze. Teraz starszy syn tego znaku respektu już nawet nie używa.
Syn mówi dosłownie: tyle lat pracowałem jako niewolnik dla Ciebie (w. 29).Zachowuje się jako najemnik, który domaga się swojej wypłaty.
Obraził swego ojca w bardzo poważny sposób, i jeszcze ośmiela się powiedzieć, że nigdy nie przekroczył przykazań ojca. Właśnie w tym momencie przekracza największe przekazanie - przykazanie miłości.
Zachowuje się w tym momencie jak faryzeusze, który uważają, że nie potrzebują upamiętanie, bo przecież żyją według przykazań. Ale łamią przykazanie miłości.

Młodszy syn był zbuntowany i grzeszny kiedy był daleko od domu, ale i starszy syn był zbuntowany i grzeszny w domu rodzinnym, u ojca. Błąd młodszego widać było w tym, że wyjechał z domu, a błąd starszego widać w tym, że nie chce wejść do domu.

W greckim oryginale bardzo wyraźnie widać, jak egocentrycznie brzmi wypowiedź starszego brata.
Syn oskarża ojca, że bardziej kocha złego młodszego syna, niż jego.
Starszy odrzuca, pogardza rodziną ojca. Starszy syn chce świętować z kolegami, ale powrót brata nie jest powodem do radości. Mówi o nim: „twój syn”, a nie mój brat.
Tym samym zachowuje się jak młodszy brat, który też bez rodziny chciał świętować z kolegami.
Młodszy był grzesznikiem, ale był szczery; powiedział, co myślał. Starszy jest hipokrytą, który nie jest szczery. Został w domu, ale właściwie nienawidził swego ojca, i myślał o nim jak o panu, dla którego jest niewolnikiem.

Jak ojciec reaguje na taką postawę starszego syna?
Ojciec chce, żeby starszy również cieszył się z powrotu młodszego syna.
We wszystkich trzech opowieściach w tym rozdziale (o zaginionej owcy, zaginionej drachmie, marnotrawnym synu) radość odgrywa ważną rolę.

W tej przypowieści można powiedzieć, że brakuje zakończenia. Przypowieść o owcy i drachmie kończą się radością, pierwsza część przypowieści o synu marnotrawnym kończy się radością. Tutaj jednak samo zakończenie nie jest radosne, bowiem, starszy syn nie wraca do Ojca.
Starszy syn nie rozumie swej relacji z Bogiem. Nie jest przecież niewolnikiem, lecz synem.

To co ojciec mówi nie jest ani obroną świętowania, ani nie jest to reprymendą  wobec starszego, lecz raczej jest to wołanie z serca do starszego, aby zrozumiał łaskę.
Ojciec nie chce pracowników, niewolników. On chce synów. Młodszy był martwy i żyje, starszy też jest martwy jako syn. Czy on zmartwychwstanie?

Znaczenie
W tej przypowieści Jezus mówi o dwóch rodzajach ludzi.
Jeden jest bezprawny poza prawem, a drugi jest bezprawny wewnątrz prawa. Oboje buntują się, oboje łamią serce ojca. Oboje są w obcym kraju, jeden fizycznie, drugi duchowo.
Dla jednego i drugiego kluczowa jest miłość ojca, aby stać się synem.

Druga część przypowieści wyjaśnia to, co można by źle rozumieć w pierwszej części. Nawrócenie się, upamiętanie, nie równa się z byciem znalezionym. Ojciec chodzi i szuka. Ale jeden syn akceptuje, a drugi nie.

Każdy kto słucha, musi zdecydować, do którego należy, jaka jest jego reakcja.
Wśród słuchaczy Jezusa byli faryzeusze, i przypowieść ostro krytykuje faryzeuszy, ale nie można powiedzieć, że było to tylko przeciw nich.

Faryzeusz słuchając tego wiedział, że jest kojarzony ze starszym synem i zmuszony jest do zastanowienia się nad swoją relacją z Bogiem. Miłość Boga i Boża oferta skierowana jest również do nich.

W przypowieści występuje pięć teologicznych tematów:
1. Grzech. Przypowieść pokazuje dwa typy grzeszników, oraz naturę ich grzechów.
2. Nawrócenie, upamiętanie. Przypowieść pokazuje dwa rodzaje nawrócenia: jeden nawraca się ale sądzi, że może sam siebie zbawić. Drugi nawraca się, i jest świadomy tego, że nie może zbawić sam siebie.
3. Łaska. Przypowieść pokazuje miłość Bożą, która jest dana bezpłatnie, ale dużo kosztuje. Jest to miłość, która szuka i cierpi, aby móc zbawić.
4. Radość. Radość z powodu znalezienia i radość wspólnie ze wspólnotą z powodu odnalezienia i odnowienia relacji.
5. Synostwo. Jeden syn powrócił ze śmierci i niewolnictwa aby stać się synem; drugi syn woli zostać niewolnikiem.

Widzimy, że ta przypowieść rzeczywiście jest ewangelią w ewangelii.

15 May 2012

Zaginiona owca

Ew wg Łukasza 15,3-7

1 Przychodzili do Niego też celnicy grzesznicy, aby Go słuchać. 2 A faryzeusze i nauczyciele Prawa szemrali: Ten przyjmuje grzeszników i jada razem z nimi.
3 Opowiedział im wtedy taką przypowieść: 4 Kto z was mając sto owiec, gdy straci jedną z nich, nie pozostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu samych na pastwisku i nie idzie za zaginioną, aż znajdzie? 5 Kiedy zaś znajdzie, z radością wkłada ją na swoje ramiona. 6 Następnie wraca do domu, zwołuje sąsiadów i przyjaciół i mówi do nich: Cieszcie się ze mną, ponieważ znalazłem moją zaginioną owcę.
7 Mówię wam, że w niebie będzie większa radość z powodu jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Kontekst
Na początku czytamy o faryzeuszach i nauczycielach Pisma, krytykujących Jezusa za jego ucztowanie, spożywanie posiłków z grzesznikami. Cała reszta rozdziału 15 zawiera trzy przypowieści, z których każda naucza postępowania wobec zaginionych, wobec grzeszników. W ten sposób mianowicie przez opowiadanie przypowieści Jezus broni swojego postępowania.

Wspólne spożywanie posiłków
Omawiana przypowieść jest odpowiedzią na krytykę faryzeuszów, widzących w sposobie traktowania grzeszników przez Jezusa coś nieodpowiedniego.
Na bliskim wschodzie wspólne jedzenie było (i nadal jest) bardzo ważne. Bycie zaproszonym na posiłek oznaczało wielki zaszczyt. Oznacza to, że zapraszający oferuje swoim gościom nie tylko smaczny posiłek ale i pokój, braterstwo i przebaczenie. Dzielenie stołu z kimś oznaczało jednocześnie dzielenie swojego życia z nim. Przez wspólny posiłek uczestnicy pokazują, do której grupy należą. Wiadomym jest wtedy, kto należy do siebie (gospodarz i goście przy stole) a kto nie należy (ci na zewnątrz).
Jeżeli Jezus więc dzieli stół z grzesznikami, pokazuje swoją misję (por. Ew. wg Marka 2,17). wyrażając przez to przebaczenie, łaskę i miłość Bożą, pokazując jednocześnie, że ‘należy’ do grzeszników.

Na bliskim Wschodzie jest w zwyczaju, że bogaci ludzie dają jedzenie biedniejszym, aby dzielić swoje bogactwo z tymi, którzy go nie posiadają. Ale z pewnością nie spożywają posiłków razem z nimi. Jeżeli ktoś przyjmuje gości, oznacza to, że je razem z nimi, co jest znakiem całkowitego przyjęcia i akceptacji gości.
Nie jest bezpośrednio napisane, tekst raczej sugeruje, że Jezus sam był gospodarzem, zapraszającym grzeszników. (Wyraz w wersecie 2, tłumaczony jako przyjmować, po grecku: prosdechomai, często oznacza zapraszanie gości). W innych miejscach jest ewidentnym, że Jezus sam był gospodarzem zapraszającym gości (Ew. Marka 2,15 i nast.).
Zapraszanie grzeszników na obiad było w oczach faryzeuszów jeszcze gorszym niż samo jedzenie z nimi. Dla faryzeuszów bardzo ważną była rytualna czystość. Będąc rytualnie nieczystym, nie mogli np. wejść do świątyni, aby modlić się lub składać ofiary. W Starym Testamencie, szczególnie w Ks. Kapłańskiej, Bóg podaje wiele reguł dotyczących czystości i nieczystości, ale faryzeusze dbający o to, aby nawet przypadkiem nie przekroczyć Prawa Bożego, rozszerzyli jeszcze dodatkowo te reguły.
Jeżeli Jezus zaprasza grzeszników, oznacza to dla faryzeuszów, że zaprasza nieczystych. Przez jedzenie z nieczystymi, sam stajesz się nieczysty. Jest to więc bardzo poważna sprawa dla nich. Dla faryzeuszów zachowanie Jezusa było nielegalne, było przekroczeniem Prawa.

Faryzeusze są więc oburzeni i zgorszeni, a Jezus na obronę swojego zachowania opowiada przypowieści: przypowieść o zaginionej owcy, o zgubionej drachmie oraz przypowieść o synu marnotrawnym. (Ew. Łukasza 15,4-32).

Pasterze
Zarówno w kulturze żydowskiej jak i też w kulturze grecko-rzymskiej, pasterz był dobrym symbolem króla i innych liderów.
Mojżesz był pasterzem. Królowie byli nazywani pasterzami nad swym ludem (Ezechiel 34,1-22; Micheasza 5,4; Zachariasza 11,3-5), Dawid był nazwany pasterzem (2 Samuel 5,2; 7,7; 1 Kronik 11,2; 17,6). W znanym Psalmie 23 także o Bogu mówi się jako o Pasterzu.
Szczególnie Ezechiela 34 zawiera elementy, które znajdują odzwierciedlenie w omawianej przypowieści. Tam czytamy, że sam Bóg poszukuje owiec błądzących po górach. 

Trudno powiedzieć, czy przypowieść wiąże się konkretnie z jednym z tych tekstów, ale z pewnością nawiązuje do ‘teologii pasterza’ jaką znajdujemy w Starym Testamencie.
Szczególnie w Ks. Ezechiela przywódcy Izraela zostają oskarżeni, że są złymi pasterzami, wprowadzającymi owce, czyli Izrael, w błąd. W tym kontekście zabrzmi także w tejże przypowieści oskarżenie wobec przywódców Izraela.

Pasterz był dobrym symbolem dla przywódców. Jednak prawdziwi pasterze I wieku n.e. w Palestynie uznawani byli za jedną z najniższych warstw w społeczeństwie, widziani jako rytualnie nieczyści. Byli postrzegani podobnie, jak w wielu miejscach obecnie widziani są cyganie: należy ich omijać i nie można im zaufać. W Midraszu (żydowski komentarz) o Psalmie 23,2 można przeczytać, że pasterz był najbardziej pogardzanym zawodem ze wszystkich. 
Dla faryzeusza ‘grzesznikiem’ była albo osoba niemoralna, nie przestrzegająca Prawa Bożego, albo osoba, wykonująca niedozwolony zawód, bo nieczysty, jak np. celnik, prostytutka, ale też pasterz.
Pasterze traktowani byli na równi ze złodziejami. W sprawach sądowych pasterz nie był uznawany za wiarygodnego świadka, tylko dlatego, że był pasterzem. 

Trudno nam wyobrazić sobie jak to możliwe, że faryzeusze i rabini nauczali posługując się biblijnym obrazem pasterza jako dobrym symbolem przywódcy, a jednocześnie pogardzali prawdziwymi pasterzami, ale okazuje się, że taka była wówczas rzeczywista sytuacja.

Przypowieść
Przypowieść adresowana jest do faryzeuszy. Już początek przypowieści stanowi wielki szok dla nich. Każdy kto wierzył, że pasterz jest nieczysty, byłby obrażony, jeśli ktoś sugerowałby, że on sam jest pasterzem. To właśnie sugeruje Jezus mówiąc: Kto z was mając owce…
Sam początek jest już ostrym atakiem przeciwko faryzejskiemu myśleniu o zabronionych zawodach.
Kulturowo lepiej pasującym początkiem było by: Kto z was, posiadając 100 owiec, a słysząc, że twój pasterz zgubił jedną, nie polecił by mu szukać jej pod groźbą kary.
To co Jezus rzeczywiście mówi, brzmi dla słuchaczy tak, jakby kaznodzieja dzisiaj mówiąc kazanie na temat Rachab (która była prostytutką, por. Ks. Jozue 2,1 i dalej) powiedziałby: która z was, siostry, będąc prostytutką… To jest dokładnie to, co Jezus czyni wobec faryzeuszy.

Jest wykluczone, że faryzeusz kiedykolwiek podjąłby się pracy jako pasterz, wolałby umrzeć z głodu, niż wykonywać pracę, która dla niego była nieczysta, a więc przeciw przekazaniom Bożym).

Zwykłe rodziny na wsi posiadały od pięciu do dziesięciu zwierząt. Zazwyczaj kilka rodzin razem, lub mała wioska razem wynajmowała pasterzy dla wszystkich swoich zwierząt. Jezus mówi o stadzie mającym 100 owiec, co oznacza dość duże stado, jednak nie koniecznie stado bogatego.
Pasterz z przypowieści nie jest właścicielem całego stada, ale też nie jest wynajętym obcym, lecz raczej (młodszym) członkiem klanu (jak było to w zwyczaju). Stąd też radość w społeczności (w. 6). Strata jednej owcy, to strata dla wszystkich w społeczności.
Jeżeli Jezus mówi, Ktoś mając sto owiec , może to po grecku też oznaczać: ktoś będąc odpowiedzialny za sto owiec (należących do kogoś innego).

Nomadzi trzymali zwierzęta zazwyczaj pod gołym niebem, na prowizorycznie ogrodzonym terenie. Ludzie mieszkający na wsi zaś przyprowadzali pod koniec dnia swoje zwierzęta do domu, na dziedziniec lub do samego domu. Jeśli w wersecie 6 czytamy, że pasterz wrócił do domu, wskazuje to na to, że chodzi tu o mieszkańca wsi.
Zazwyczaj kilku pasterzy razem opiekowało się stadem, gdyż żaden pasterz na dzikich palestyńskich terenach nie jest w stanie troszczyć się sam o większe stado. Jeśli owca zgubi się, jeden z nich sam jej szuka, co było oczywiście dość niebezpieczne z powodu dzikich zwierząt (lwy i niedźwiedzie).
Jeżeli więc samotny pasterz wrócił z takich poszukiwań, cała wioska cieszyła się nie tylko z powodu odnalezienia owcy, ale także dlatego, że pasterz wrócił cały i zdrowy.
To, że pasterz zostawia 99 pozostałych owiec na pastwisku (po grecku: na pustyni), nie oznacza to automatycznie, że owce były całkiem same. Tekst co prawda nie wspomina, że byli tam też inni pasterze, ale też tego nie zaprzecza. Słuchacze raczej zakładali by, że byli tam też inni, którzy opiekowali się pozostałymi owcami.

Ludzie żyli wówczas we wspólnocie, współczesny indywidualizm był kompletnie nieznany. Dlatego stracona owca była stratą dla całego klanu lub całej wioski. Dlatego też cała wieś radowała się z powodu jej odnalezienia.

Pasterz cieszy się kiedy odnajdzie owcę, ale właściwie od momentu odnalezienia ciężka praca dla niego dopiero się zaczyna. Owca, która się zgubi, jest kompletnie bierna, poddaje się i kładzie się na ziemi, nie współpracuje z ratującą ją osobą. Trzeba więc ją nieść na ramionach i w ten sposób przebyć całą drogę do domu, wiodącą zazwyczaj nie poprzez ładnie utrzymane ścieżki.
Zwróćmy uwagę, że przypowieść nie kończy się, kiedy zagubiona owca zostaje odnaleziona. Owca musi nie tylko zostać odnaleziona, ale musi też zostać doprowadzona z powrotem do stada, do domu. Owca musi wrócić do miejsca, do którego należy.

Teologia i znaczenie
Właściwe zrozumienie znaczenia przypowieści jest możliwe, jeśli dokładnie przeanalizujemy, jaka jest analogia; czyli, co jest porównywane z czym.
W tej przypowieści występuje tzw. analogia implikowana. To znaczy, że porównanie nie dotyczy osób, lecz procesu, całości działania i zachowania.
Analogia jest następująca: jeśli owca zaginie, pasterz jej szuka, a jeśli pasterz znajdzie zaginioną owcę, bardzo się raduje, to tym bardziej Bóg się raduje kiedy znajdzie zagubionego grzesznika.

Przypowieść porusza kilka ważnych tematów teologicznych.

Łaskawa miłość
Przypowieść wskazuje, Kim i Jaki jest Bóg. Bóg nie czeka biernie, podobnie jak pasterz, który nie czeka aż zaginiona owca w końcu wróci do niego. Inicjatywa wypływa od Boga. Bóg szuka, Bóg przebacza i Bóg przyprowadza. Bóg działa, aby nawet najbardziej zagubieni mogli powrócić. Przypowieść głosi nieskończoną łaskę Bożą, która przeznaczona jest nawet dla największych i najbardziej oddalanych grzeszników. (por. Rzymian 8,31-36). Łaska i przebaczenie są dostępne dla wszystkich.

Podobnie jak w przypowieści o zgubionej drachmie, też tu, pasterz robi wszystko aby odnaleźć owcę i przyprowadzić ją z powrotem do domu.
Implikuje to, że grzesznicy tak naprawdę należą do Boga. Bóg chce ich z powrotem w społeczności, i wkłada wiele wysiłku aby ich odzyskać. Bóg stworzył człowieka, i chce, aby wszyscy ludzie żyli w społeczności z Nim. 

Omawiana przypowieść pokazuje jak wielka, szeroka, po prostu nieograniczona jest Boża łaska. Teoretycznie często wiemy o tym, ale w praktyce nie zawsze ją doceniamy. Kościoły często podkreślają sąd Boży, kładąc szczególnie duży nacisk na zachowanie i chrześcijański styl życia. Niewątpliwie jest to niezwykle ważne, ale to nie wszystko.
To w jaki sposób myślimy o Bogu i o Bożej łasce, ma wpływ na to, jak widzimy i traktujemy innych. Jezus wzywa faryzeuszy do tego, aby byli podobni do niego, będąc gotowymi na trud odnalezienia zaginionych owiec, i sprowadzenia ich do stada. Kościół często jest bardziej zainteresowany 99-oma które są w stadzie, niż tymi, które zaginęły. To jest wezwanie także dla nas: o ile my, chrześcijanie, jesteśmy gotowi, aby szukać zaginionych i przyprowadzić ich z powrotem do stada?
Jezus chce, żeby faryzeusze identyfikowali się z szukającym pasterzem. Jezus mówi: pasterz szuka, co zaginione; Ja szukam co zaginione; tak i wy musicie szukać tych  zaginionych!

Nawrócenie
Przypowieść zadaje dwa pytania o nawrócenie: Kto ma się nawrócić? Oraz: Jak wygląda nawrócenie?
Wśród faryzeuszów i rabinów były ciągle dyskusje o tym, kto ma się nawrócić. Niektórzy mówili, że istnieją ludzie, którzy są doskonale sprawiedliwi. Według Talmudu Bóg miłuje sprawiedliwych bardziej niż nawróconych grzeszników (Talmud Sanhedrin, 99a)
Późniejsi talmudyści jednak podkreślali, że wszyscy ludzie są grzesznikami.
Przypowieść mówi, że aniołowie się radują z tego jednego który zaginął i wrócił, nie jest jednak napisane, że aniołowie cieszą się z tych 99, którzy nie zgubili się. Nie oznacza to, że lepiej się zgubić i powrócić, zamiast pozostać w stadzie. Prawdopodobnie jest to ironia: faryzeusze myślą, że są sprawiedliwi, i nie potrzebują nawrócenia. Jezus pokazuje im jednak, że nawet oni potrzebują nawrócenia.

Człowiek sam poprzez swoje nawrócenie, nie jest w stanie zasłużyć na łaskę i przebaczenie. Inicjatywa jest wyłącznie u Boga, On szuka, On znajduje i On daje łaskę. Nawrócenie nie jest inicjatywą człowieka, ale oznacza reakcje na łaskę Bożą.

Ważnym jest nie tylko, że owca zostanie odnaleziona, ale równie ważne jest to, że zostanie przyniesiona do stada, do społeczności owiec. Tak samo ważne jest, że grzesznik zostanie przyprowadzony i dołączony do społeczności wierzących.
Dla pasterza oznacza to ciężką pracę, czyli niesienie owcy przez całą drogę na ramionach, ale bez tej pracy nie ma mowy o tym, że owca wróci do stada. Bez ciężkiej pracy pasterza owca naprawdę zginie.

Nawrócenie oznacza dołączenie (z powrotem) do stada. Podobnie jak owca nie może żyć sama bez stada, tak chrześcijanin nie może żyć sam bez społeczności chrześcijańskiej, bez Kościoła. Grzesznik musi zostać przyprowadzony do Kościoła, musi zostać przyjęty przez społeczność wierzących. Tylko w ten sposób może stać się wierzącym, częścią stada.
Przypowieść jasno pokazuje, że przyprowadzenie grzesznika do Kościoła, czyli prowadzenie grzesznika do życia w wierze, jest ciężką pracą, ale bez tej pracy, grzesznik nie stanie się chrześcijaninem.

Radość
Dwukrotnie czytamy, że pasterz raduje się. Najpierw kiedy znajdzie owcę, potem kiedy wraca do domu.
Pasterz znajduje owcę, mając świadomość, że ma przed sobą jeszcze ciężką drogę, mimo wszystko się raduje. Potem, kiedy pasterz i owca bezpiecznie wracają do domu, jest czas na świętowanie.
W momencie znalezienia a potem przyprowadzenia zaginionego grzesznika zarówno sam Bóg, jak i społeczność wierzących się raduje, z powrotu zaginionego i jego dołączenia do wspólnoty.

Jezus świętuje z grzesznikami biesiadując z nimi. To, że grzesznicy powrócili do stada (czyli nawrócili się) jest powodem do radości i świętowania.
Wspólny posiłek ma w Biblii często znaczenie biesiady mesjańskiej (por. n.p. Izajasza 25,6; Ew. Mateusza 22,2; Ew. Łukasza 14,15; Ks. Apokalipsa 3,20; 19,7-9). To znaczy, że przyszłość na nowej ziemi, kiedy wierzący będą wiecznie żyli z Jezusem, jest symbolizowana przez wspólną biesiadę.
Kiedy grzesznik się nawróci i stanie się częścią Kościoła, częścią ludu Bożego, jest to powód do wielkiego świętowania.
To także wezwanie dla nas: radujemy się, kiedy grzesznicy zostają dołączeni do naszego Kościoła i chwalmy naszego Boga za to!


16 April 2012

Wielka uczta

Ew. wg Łukasza 14,15-24

15 Gdy to usłyszał jeden ze współbiesadników, powiedział do Niego: Szczęśliwy ten, kto będzie jadł chleb w Królestwie Boga. 16 Jezus mu odpowiadał: Pewien człowiek urządził wielką ucztę i zaprosił wielu. 17 W porze uczty posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: Chodźcie, bo już wszystko gotowy.
18 Ale wszyscy zaczęli się podobnie wymawiać. Pierwszy odpowiedział: Zakupiłem pole i muszę pójść je obejrzeć. Przyjmij, proszę, moje wytłumaczenie. 19 Drugi zaś powiedział: Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować. Przyjmij, proszę, moje wytłumaczenie. 20 Inny oświadczył: Ożeniłem się i dlatego nie mogę przyjść.
21 Sługa powrócił i powiedział to swojemu panu. Wtedy gospodarz rozgniewał się, nakazał mu wyjść niezwłocznie na place i ulice miasta i przyprowadzić biednych, Kaleckich, niewidomych i ułomnych.
22 Potem sługa oznajmił: Panie, zrobiłem, jak nakazałeś i jeszcze są wolne miejsca. 23 Wówczas pan powiedział do swojego sługi: Wyjdź na drogi i ścieżki i przymuszaj innych do przyjścia, aby został zapełniony mój dom.
24 Mówię wam bowiem, że nikt z tych zaproszonych nie skosztuje mojej uczty.



Kontekst
W Ew. Łukasza 14,1-14 czytamy o tym, że Jezus został zaproszony do domu pewnego faryzeusza na ucztę/posiłek. W związku z tym powstaje dyskusja na temat zachowania się w takich sytuacjach.
Wspólne spożywanie posiłków jest niezwykle ważne w kulturze Bliskiego Wschodu. Ważne jest z kim się je i jakie miejsce zajmuje się przy stole.

Zwyczajem było, że zaproszeni goście przynosili dary/upominki dla gospodarza (por. Izajasza 18,7; 60,4-7, Psalm 96,8). Tu jednak uczta jest bezpłatna, niezobowiązująca, uczestnicy nie muszą przynosić darów.

Jezus mówi dość ostro o tym, jak zachować się wobec innych w kontekście zaproszenia. Jeden ze współbiesiadników reaguje, mówiąc: szczęśliwy ten, kto będzie jadł chleb w Królestwie Boga.
Jeść chleb  to klasyczny idiom oznaczający jedzenie posiłku ogólnie.
Jezus reaguje na to, opowiadając przypowieść, posiadającą dość szokujący przebieg.

Uczta Mesjańska
Tu podobnie jak w wielu innych miejscach w Biblii, uczta, w szczególności Uczta Mesjańska, jest symbolem zbawienia. W Starym Testamencie Święta uczta z Bogiem to ważny temat.

Najważniejszym tekstem w Biblii, będącym tłem do omawianego tekstu jest Izajasz 25,6-9.
W księdze Izajasza zbawienie przedstawione zostało jako wielka uczta, która będzie udziałem wszystkich ludów. Bóg zniszczy (dosłownie połknie) zasłony, oddzielające pogan od Izraela, tak, aby poganie mogli również wziąć udział w uczcie.

W czasach przed Jezusem temat uczty mesjańskiej został rozwinięty w teologii żydowskiej. Żydzi rozumieli, że uczta będzie miała miejsce wtedy, kiedy Mesjasz przyjdzie. Jednak dla Żydów idea, że poganie będą uczestniczyć w tejże uczcie uległa kompletnie zanikowi, ze względu na coraz wyraźniejszy ekskluzywizm pojawiający się w mentalności żydowskiej. W Księdze Henocha, będącej wprawdzie nie włączoną do Biblii, ale mimo to bardzo ważną dla żydowskiej teologii I wieku n.e., znajdujemy opis podobny do opisanej w Księdze Izajasza uczty mesjańskiej, ale z tą różnicą, że poganie zostali już wyłączeni, podobnie zresztą jak w żydowskim komentarzu do Izajasza (Targum).

W Qumran znalezione zostały teksty, napisane w kręgach wspólnoty esseńskiej (ważne ugrupowanie żydowskie w I wieku n.e.), opisujące przyjście Mesjasza, który będzie zasiadał ze sprawiedliwymi i dobrymi, z tymi, którzy są doskonali. Tekst informuje dokładnie w której kolejności ludzie powinni zasiadać do stołu, którzy członkowie społeczeństwa mogą siedzieć najbliższej Mesjasza. Tu nie ma miejsca nawet dla Żydów chorych, niewidomych, okaleczonych, niepełnosprawnych, są oni zupełnie wykluczeni z uczty z Mesjaszem.
W końcu tylko ci najlepsi i najbardziej perfekcyjni Żydzi mogą z Nim przebywać.
Wizja którą Izajasz otrzymał od Boga, wizja uczty urządzonej przez Niego dla wszystkich ludów, wizja Boga pragnącego przebywać nie tylko z Żydami, ale ze wszystkimi ludźmi, kompletnie zanikła, przekształcając się w bardzo wąski ekskluzywizm żydowski.

W tymże kontekście należy rozumieć to, co powiedział faryzeusz w wersecie 15.
Trochę wcześniej w tejże Ewangelii dowiadujemy się dokładnie co Jezus sądził o takim sposobie myślenia (Ew. Łukasza 13,26-29; 14, 7-14).

Przypowieść
Jezus opowiada przypowieść o pewnym bogatym i wpływowym człowieku, który urządza królewską ucztę.

Na Bliskim Wschodzie zaproszenie dwukrotne, czyli dwukrotnie wypowiedziane, było normalnym zwyczajem, w wielu miejscach obowiązującym aż do dzisiaj.
Gospodarz przygotowuje posiłek na podstawie ilości gości. Ówcześni ludzie nie posiadali jeszcze lodówek, dlatego istotnym było dokładnie znać ilość gości, od tej ilości zależało ile i które zwierzęta miałyby zostać zabite i przyrządzone na ucztę.
Pierwsze zaproszenie otrzymywało się zazwyczaj dzień wcześniej.
Jeżeli ktoś przyjął zaproszenie, to miał obowiązek przyjść na ucztę. Późniejsza odmowa oznaczała ogromną obrazę gospodarza i skandal.

Uczty odgrywały istotną funkcję społeczną. Posiadany status społeczny, decydował o tym, czy ktoś zostanie zaproszony, czy raczej nie, oraz o miejscu zajmowanym przy stole (blisko lub daleko od gospodarza). Zaproszenie funkcjonowało w ten sposób jako publiczne potwierdzenie statusu społecznego i było ważne dla elit.

Na Bliskim Wschodzie i w całym Imperium Rzymskim raczej nic nie otrzymywało się za darmo. Oczekiwano od zaproszonych gości, że oni w zamian krótko potem też zaproszą gospodarza. Była to nie tylko wymiana rozumiana materialnie, ale przede wszystkim socjalnie. W ten sposób utrzymywano kontakty i relacje oraz status społeczny.

W takiej sytuacji zaproszenie biedniejszych lub ludzi z niższych warstw społecznych mogło nawet zagrozić statusowi społecznemu gospodarza. Biedny bowiem nigdy nie będzie w stanie za zaproszenie odpłacić, czy odwdzięczyć się.

Po pierwszym zaproszeniu gospodarz zaczynał już przygotowywać ucztę i w momencie kiedy była gotowa, wysyłał sługę, który jeszcze raz ponawiając zaproszenie „zbierał gości”, mówiąc: chodźcie, bo już wszystko gotowe.
Grecki wyraz tłumaczony jako chodźcie (w. 17) oznacza właściwie: kontynuuj przychodzenie.

Teraz nagle opowieść rozwija się w innym, szokującym kierunku. Nagle wszyscy znajdują jakieś wymówki i nie chcą przyjść. To niesłychany skandal, szczególnie dlatego, że wymówki są ewidentnym kłamstwem.
Uczty miały miejsce wieczorem, niedługo przez zmierzchem. Było wiadomym, że nikt w tym momencie nie zaczyna jakiejkolwiek pracy czy działalności, jak obejrzenie pola lub oranie.

Goście odmawiają przyjścia
Pierwszy człowiek kupił pole i twierdzi, że musi je koniecznie obejrzeć.
Nikt na Bliskim Wschodzie nie kupowałby pola, bez wcześniejszego dokładnego go obejrzenia. Zazwyczaj każdy szczegół dotyczący pola (każde drzewo, skała, źródło) zostaje bardzo dokładnie opisane w umowie kupna, aby było niewątpliwie jasnym, co zostało kupione, a co nie.
Nikt by nie uwierzył, że ktoś kupił pole, a dopiero po fakcie kupna musi je obejrzeć. Było to ewidentne kłamstwo, obrażające gospodarza, co oznaczało w społeczeństwie izraelskim wielki skandal.

Współczesny przykład: ktoś odmawia w ostatniej chwili przyjścia na ekskluzywny obiad z burmistrzem, na który został uprzednio przez niego zaproszonym, ponieważ twierdzi, że telefoniczne kupił dom, i musi go teraz obejrzeć. Zapewne nikt nie zrobiłby tego i nikt też w to nie uwierzyłby.

Człowiek z przypowieści mógłby wymyślić lepszy argument, wymówkę. Jego kłamstwo udowadnia, że chciał celowo obrazić gospodarza. Powiedział wprost, że jego pole jest dla niego ważniejsze niż relacja z gospodarzem.

Drugi człowiek także kłamie.
Woły sprzedaje się na Bliskim Wschodzie w dwojaki sposób. Albo sprzedaje się je na targu, gdzie obok, na jakimś kawałku ziemi, zainteresowani mogą je przetestować. Można też je sprzedać bezpośrednio na swoim polu. Rolnik ogłasza, że chce je sprzedać, i że w danym dniu będzie - używając ich - orał swoje pole. W wioskach wiadomości szybko się rozchodzą, a więc zainteresowani mogą przyjść i obejrzeć woły przy pracy.
Sprawdzanie wołów odbywa się przed zakupem. Nikt nie kupiłby pary wołów bez uprzedniego ich sprawdzenia.
To było jeszcze bardziej obraźliwe. Ziemia bowiem była uważana za świętą, ale niektóre ze zwierzęt były uznane za nieczyste. Ten człowiek przez swoją odmowę powiedział, że jego zwierzę jest dla niego ważniejsze, niż utrzymanie kontaktu z gospodarzem.

Współczesny przykład: Ktoś mówi do żony: „przyjadę dzisiaj później do domu, ponieważ kupiłem przez internet pięć używanych samochodów, i muszę je teraz zobaczyć i sprawdzić czy w ogóle są sprawne.” Co pomyślimy o takim człowieku - albo zwariował, albo kłamie.

Trzeci człowiek mówi, że się ożenił. Raczej nie nastąpiło to w tym dniu lub dnia  poprzedniego. Gdyby tak było, to cała wioska brałaby udział w weselu, a gospodarz nie urządziłby w tym samym dniu swej uczty, ponieważ byłaby to niechciana konkurencja między dwiema imprezami. 
Właściwie ten człowiek mówi: „wczoraj co prawda mówiłem, że przyjdę, ale dzisiaj jestem bardziej zajęty moją żoną i to jest ważniejsze niż uczta gospodarza.”
Na Bliskim Wschodzie nie mówi się w ten sposób o kobietach. Mówienie o kobietach wśród mężczyzn jest tematem tabu, nie mówi się o własnej żonie lub siostrze.
Poza tym nie ma to najmniejszego sensu. Uczta ma miejsce późnym popołudniem, więc tylko kilka godzin nie byłoby go w domu i nawet nie musiałby wyjeżdżać z miasta.
Dwaj pierwsi zaproszeni odmówili, ale chociaż poprosili o wybaczenie, a ten nawet tego nie zrobił. Bez wątpliwości jego odpowiedź jest po prostu bezczelna.

Reakcja gospodarza
Gospodarz jest wściekły, co jest naturalne, gdyż został publicznie obrażony i poniżony. 
Elitarni goście odrzucili gospodarza, obrażając i poniżając go w bezczelny sposób. Być może myśleli, że teraz bez nich uczta i tak się nie odbędzie. Mylili się jednak. Teraz sługa otrzymuje polecenie, aby zaprosić innych, mianowicie zwykłych ludzi z ulicy, ludzi z niższych warstw społecznych.
   
Tych, których wspólnota z Qumran wyraźnie wykluczyłaby z uczty Mesjasza, sam Mesjasz Jezus zaprasza. Są to grzesznicy i inni, z którymi Jezus przebywa.
Ci biedni zostali zaproszeni. Musiał być to szok dla nich. Oni nie należą do odpowiedniego stanu społecznego, w żaden sposób nie zasłużyli na takie zaproszenie, w żaden sposób nie będą w stanie odpłacić na nie, nie są w stanie w zamian zaprosić gospodarza na ucztę.
Mimo to gospodarz chce ich zaprosić. To jest jego łaska.
Przypowieść w tym momencie przypomina przypowieść o synu marnotrawnym (Ew. wg Łukasza 15,11-32).

Na ucztę przybywają więc biedni i chorzy goście z miasta, będący wprawdzie częścią społeczeństwa, ale stanowiący jego najniższą część. Nadal jednak jest wiele miejsc wolnych, a gospodarz chce, żeby dom był pełny.
Teraz sługa otrzymuje polecenie szukania gości poza miastem i w wioskach, na głównych drogach i na małych ścieżkach miedzy polami, czyli ludzi spoza społeczeństwa gospodarza, kompletnie mu nie znanych, obcych.
Większość komentatorów uważa, że to symbolizuje gości wywodzących się z pogan, spoza ludu Izraela.

Czytamy o tym, ze sługa rzeczywiście szedł szukając ludzi na ulicach i placach, i przyszli, ale ciekawym jest, że to ostatnie polecenie, aby wyjść na drogi, nie zostaje w tej przypowieści wykonane. Zakończenie pozostaje otwarte.
Sytuacja z przypowieści przypomina sytuacje Jezusa, głoszącego Królestwo Boże, odrzuconego przez elity narodu (faryzeuszów i innych), przebywającego z ludźmi z niższych warstw społecznych, z chorymi, z grzesznikami. Ale Jezus sam tylko sporadycznie głosił poganom.
Już w Starym Testamencie można zauważyć szerszą perspektywę, niewątpliwym jest, że Bóg chce zbawić nie tylko Izrael, ale cały świat, ale to dopiero uczniowie Jezusa pójdą  dalej w świat i będą głosić systematycznie poganom.

Na Bliskim Wschodzie należy odmówić na niespodziewane zaproszenie, szczególnie jeśli sam należysz do niżej warstwy społecznej niż gospodarz. Zapraszający powinien ‘wymusić’ na tej osobie, aby przyjęła zaproszenie.
Kiedy Jezus w Emaus udawał, że chce iść dalej, uczniowie nalegają na Niego, aby wszedł z nimi do ich domu. Tam w tekście używany został tenże sam wyraz, oznaczający wymusić, mocno nalegać (Ew. Łukasza 24,28-29).
Wymusić nie oznacza tu zabrać kogoś wbrew jego woli, lecz raczej mocne przekonanie, naleganie, wzięcie kogoś za rękę.
Naleganie jest niezbędne, ponieważ ludzie ci na ulicach i na drogach raczej nie uwierzą, że zostali zaproszeni. Raczej pomyślą, że to pomyłka, bo nie jest to przecież w zwyczaju, aby bogaty człowiek z elity zapraszał zwykłych, biedniejszych ludzi na ucztę.

To jest łaska. To wydaje się nie do wiary. Jak to może być prawdą dla mnie? Dlaczego ja zostałem zaproszony? Przecież nie znam Go, a zresztą nie zasłużyłem.

Dom powinien być pełny.
Zaproszeni nie chcieli przyjść odrzucając zaproszenie, ale bez nich uczta może się odbyć, i to nie tylko w nielicznym gronie, nie, dom jest pełny.
Bóg chce mieć pełny dom. W całej Biblii widzimy, jak Bóg działa, aby zgromadzić swój lud.

Jak rozumieli to pierwsi słuchacze
Jezus powiedział tą przypowieść na uczcie w domu faryzeusza. Słuchacze z pewnością zrozumieli jej teologiczne znaczenie. Jan Chrzciciel głosił, że nadejdzie Mesjasz, Jezus głosił, że Królestwo Boże już się zaczęło. Jezus był postrzegany jako Mesjasz. 
Żydzi, szczególnie liderzy, faryzeusze, gorliwie oczekiwali Królestwa Bożego i Mesjasza. Jezus mówi im teraz, że jeżeli chcą jeść chleb w Królestwie Bożym, muszą jeść chleb z Nim, czyli muszą Go akceptować.
Faryzeusze mają wiele wymówek: Jezus nie przestrzega szabatu, przebywa z grzesznikami, nawet spożywa z nimi posiłki, co dla faryzeuszy było rzeczą straszną, ponieważ jedzenie z grzesznikami czyniło nieczystym. Nie chcą więc należeć do Niego.
Jezus w tej przypowieści mówi do faryzeuszy, że w momencie, kiedy odrzucają Go, odrzucają nie tylko zbawienie, nie tylko ucztę mesjańską, którą Bóg sam urządził, ale odrzucają też samego Boga.

Musimy jeszcze pamiętać o tym, że przypowieść to nie alegoria.
Bóg jest gospodarzem, ale biedni nie są jakimś alternatywnym drugim wyborem, po odrzuceniu zaproszenia przez elity.

Zakończenie
Jezus mówi w ostry sposób (por. Ew. Łukasza 15,7. 10; 18,6.14). Mówi, że ten, kto chce jeść w Królestwie, powinien zaakceptować zaproszenie.
Nikt nie może wejść do Królestwa, jak tylko przez zaproszenie przez Boga. I nikt nie zostaje poza Królestwem, jak tylko przez własne odrzucenie zaproszenia.
Proklamacja, głoszenie Królestwa Bożego, oznacza wezwanie i wyzwanie, aby reagować na zaproszenie, które daje sam Bóg.
Jest to zaproszenie łaski. Nie możemy przyjąć zaproszenia i przyjść na własnych warunkach, na swój własny sposób. Bóg, który zaprasza, stawia też warunki.
Istnieją przeszkody, aby przyjść. Dla ludzi w przypowieści przeszkodami były majątki i rodziny.

Łaska jest bezpłatna, ale też nie jest tania.
Pośród przypowieści o łasce (wielka uczta, zaginiona owca, marnotrawny syn) znaleźć można tekst o kosztach uczniostwa (14,25-35).
W Ew. Mateusza zaproszenie też jest bezpłatne, ale pojawiają się warunki, mianowicie odpowiednie ubranie (Mat. 22,11-14).

Jezus mówi, mesjańska uczta już się zaczęła. Przyjmij zaproszenie i przyjdź. Jeżeli nie, to i bez ciebie uczta też się odbędzie.



08 March 2012

Studium Biblijne: Dzieje Apostolskie 2,42-47 i 4,32-35

42 Trwali oni w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i na modlitwach. 43  Bojaźń ogarniała każdego, ponieważ apostołowie czynili wiele znaków i cudów. 44 Wszyscy, którzy uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. 45 Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby. 46 Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, łamali chleb po domach i przyjmowali pokarm z radością i prostotą serca. 47 Wielbili Boga i cieszyli się przychylnością całego ludu. A Pan dołączał do nich codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia.                              
Dzieje Apostolskie 2,42-47

32 Jedno serce i jeden duch ożywiały wszystkich wierzących. Nikt nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. 33 Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Towarzyszyła im bowiem wielka łaska. 34 Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży, 35 i składali u stóp apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby.                             
Dzieje Apostolskie 4,32-35


W powyższych dwóch fragmentach ewangelista Łukasz opisuje życie pierwszych chrześcijan, przy czym opisywane fakty musiały być niezwykle ważne dla niego, skoro napisał o nich dwa razy.
Poprzedzający nasz pierwszy tekst fragment (2,14-41) opisuje, jak Apostoł Piotr przemawia podczas Zielonych Świąt do ludzi, i aż trzy tysiące ludzi uwierzyło i zostało od razu ochrzczonych. W omawianym fragmencie czytamy, co dalej z nimi się działo, a mianowicie jak wyglądało życie wspólnotowe tych nowo nawróconych wierzących. Dwa rozdziały dalej znajdujemy podobny opis ich życia, co świadczy o tym, że było to ważne dla autora.

W wersecie 42 czytamy o czterech cechach pierwszych chrześcijan:
1. trwali oni w nauce apostołów;
2. trwali we wspólnocie;
3. trwali w łamaniu chleba;
4. trwali na modlitwach.

Przyjrzyjmy się bliżej powyższym cechom.

1. Wiara, nauka Apostołów
Nauczanie było bardzo ważnym we wczesnym Kościele. Sam Jezus bardzo dużo czasu spędził z ludźmi i ze swoimi uczniami, nauczając ich.
Wiara i nauczanie są blisko ze sobą związane (por. Dz. Apostolskie 5,42; 6,4). Bardzo ważnym było wyjaśnianie Słowa Bożego, czyli Starego Testamentu, w świetle osoby i dzieła Chrystusa. Wszystkie obietnice dotyczące Mesjasza zostały spełnione w Chrystusie. Jest to także świadectwo śmierci i zmartwychwstania Jezusa. To jest to, co Apostoł Piotr czynił po wylaniu Ducha Świętego (Dz. Apostolska 2,14-36, por. też Ew. Łukasza 24,25-27).
Nauczanie jest też głoszeniem, w jaki sposób człowiek może zostać zbawionym: Nawróćcie się i niech każdy z was przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie waszych grzechów, a weźmiecie dar Ducha Świętego (Dzieje Apostolskie 2,38).
Nauczanie, aby ludzie mogli stać się uczniami Jezusa, jest tym, co sam Jezus nakazał (Ew. Mateusza 28,19-20).

Głoszenie Ewangelii jest podstawą wszystkiego, co dzieje się w Kościele i nie może zostać zastąpione przez cokolwiek innego: Wiara przecież rodzi się ze słuchania, ze słuchania Słowa Chrystusa (Rzymian 10,17). Ludzie nawracają się przez słuchanie głoszenia Ewangelii.
Nauczanie jest tak ważne, że kiedy Apostoł Paweł, pisząc o starszych (liderach) w Kościele, jedyną zdolność, którą podaje, jest właśnie umiejętność nauczania i bycia wychowawcą (1 Tymoteusz 3,2), wszystkie inne cechy dotyczą życia i zachowania. 

Nauczanie jest też niezwykle ważne dla dalszego rozwoju Kościoła. Wiara, to coś więcej niż tylko wiedza, ale wiedza jest niezwykle istotna dla wiary. Paweł w kilku miejscach podkreśla, że ważny jest dalszy rozwój wiedzy (np. 2 Tymoteusza 3,14-17, Efezjan 4,11-16, por. też Ks. Ozeasza 4,6)
Nauczanie jest więc ważne dla budowania i rozwoju Kościoła, dla zachowania jedności oraz ku obronie przeciwko fałszywej nauce, która odciąga od Boga.
Nauczanie oznacza konkretnie coraz lepsze poznanie Słowa Bożego i przez to lepsze poznanie Boga i Chrystusa, aby wzrastać z Nim w relacji; oznacza też zastosowanie nauki w życiu codziennym.

2. Wspólnota
Innym ważnym aspektem życia pierwszych chrześcijan było to, że żyli we wspólnocie. Grecki wyraz użyty tutaj (koinonia) zawiera znaczenie „dzielić się i mieć bliski kontakt”. W Nowym Testamencie jest to określenie dla unikalnej relacji wierzących z Bogiem i wzajemnych relacji między wierzącymi. Apostoł Paweł używa tego wyrazu, także po to, aby określić więź wierzącego z Duchem Świętym (2 Koryntian 13,14).  
Pierwsi chrześcijanie byli jednym sercem i jednym duchem (4,32). Jest to przysłowie greckie, opisujące prawdziwą przyjaźń. Ten grecki ideał najwyższej przyjaźni stał się rzeczywistością wśród chrześcijan.
Wewnętrzna jedność była bardzo ważna dla nich. Czasami powstawały konflikty w pierwszym kościele, ale chcieli je rozwiązywać, aby utrzymać jedność (por. Dzieje Apostolskie 6,1-7).

Nikt z nich nie cierpiał niedostatku. Prawo Mojżeszowe nakazywało w jaki sposób Izrael - jako lud Boży - powinien żyć razem. Jednak często bywało inaczej. Pierwsi chrześcijanie w sposób spontaniczny wypełniali Prawo Mojżeszowe (por. Ks. Powtórzonego Prawa / 5 Mojżeszowa 15,4).
Między innymi dlatego chrześcijanie byli szanowani przez Żydów. Posiadali wspólny majątek. Wielu sprzedawało swoje majątki, aby dzielić się z innymi, ale nie był to oczywiście żaden obowiązek. Nie był to jakiś rodzaj chrześcijańskiego komunizmu, jak twierdzą niektórzy. Było to dzielenie się dobrem dobrowolne, nie przymuszone (por. Dzieje Apostolskie 5,1-16). Oznacza to prawdziwe życie wspólnotowe. Podobnie jak w dobrej rodzinie bracia i siostry pomagają sobie wzajemnie, tak było w pierwszym Kościele.
Nie wiemy, czy wszędzie chrześcijanie dzielili wszystko; czytamy w Piśmie, że tylko w Jerozolimie. Ale w innych miejscach czytamy o zbieraniu pieniędzy dla innych chrześcijan, żyjących w potrzebie (Dz. Apostolskie 11,29-30; 20,35).
Chrześcijanie żyli we wspólnocie jak w rodzinie, pomagali sobie wzajemnie, jak pomaga się w rodzinie, aby nikt nie cierpiał niedostatku.

Chrześcijanie w Jeruzalemie widzieli siebie jako część Izraela i byli w świątyni.
Chodzili na modlitwy do świątyni (Dz. Apostolskie 3,1), co oznaczało również udział w kulcie. Spotykali się w portyku Salomona (Dz. Apostolskie 5,12) oraz głosili Ewangelię Jezusa Chrystusa w świątyni. To znaczy, że byli w najważniejszym miejscu Izraela, w sposób publiczny, dla wszystkich widoczny.

Poza tym spotykali się w domach wiernych. Chrześcijanie nie posiadali jeszcze budynków kościelnych;  Kościół może świetnie funkcjonować bez własnego budynku. Takie spotkania można porównać do grup domowych lub biblijnych, które dzisiaj zna wiele Kościołów -  chrześcijanie spotykają się w tygodniu u kogoś w domu, aby wspólnie czytać i studiować Biblię, modlić się i wspierać się wzajemnie. W Jerozolimie także, podczas spotkań w domach, istniała praktyka spożywania Wieczerzy Pańskiej.
Spotykali się codziennie, przy czym należy pamiętać, że ludzie pracowali 6 lub 7 dni w tygodniu, spotykali się więc przed lub po pracy.
Także w innych miejscach (jak np. w Rzymie) Kościół składał się z grup domowych.

3. Łamanie chleba
Z kontekstu wynika jasno, że nie chodzi tu o zwykłe posiłki, kolacje, lecz chodzi o posiłek rytualny, czyli o Wieczerzę Pańską. Najprawdopodobniej Wieczerza Pańska była częścią  wspólnej kolacji lub innego posiłku (por. 1 Koryntian 11,17-22). Wieczerza Pańska nie była spożywana w świątyni lub w synagodze, lecz w domach prywatnych.
Wspólne spożywanie posiłku jest niezwykle ważnym na Bliskim Wschodzie. Także dla Jezusa było ważnym wspólne jedzenie z innymi, często są to ważne momenty. Wspólne jedzenie i Wieczerza stały się znakiem pierwszych chrześcijan.

4. Modlitwa
Wszyscy trwali jednomyślnie na modlitwie. Byli w tym posłuszni Panu (Ew. Łukasza 18,1; 21,34-36). Chrześcijanie rozumieli, że modlitwa jest jednym z podstaw życia w wierze. 
Modlitwę prawdopodobnie mówiono na głos. W synagodze wszyscy modlą się, każdy osobno, po swojemu, i wszyscy jednocześnie. Tak prawdopodobnie też było w zborach pierwszych chrześcijan. Zazwyczaj były to wolne modlitwy własnymi słowami. Modlitwy ustalonymi tekstami liturgicznymi powstały dopiero później. Apostoł Paweł próbował uporządkować chaos podczas modlitwy w Koryncie (1 Koryntian 14,26).
Chrześcijanie modlili się w Świątyni (Dz. Apostolskie 3,1), ale także w domu (por. Dzieje Apostolskie 1,24; 4,24; 12,12).
Jezus sam nauczał swoich uczniów modlitwy i pokazał przez to, że człowiek może mieć bliską więź z Bogiem.

Ewangelizacja
Apostołowie i chrześcijanie głosili Ewangelię, czemu towarzyszyło wiele znaków i cudów, robiących ogromne wrażenie na ludziach. Wszędzie w Dziejach Apostolskich znaki i cuda są blisko związane z ewangelizacją.
 
A Pan dołączał do nich codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia. Wierzący głosili, ale nie oni, lecz sam Bóg prowadził ludzi do Kościoła. Bóg czyni to poprzez służbę wierzących, przez głoszenie, świadectwa (por. Dzieje Apostolskie 8,4; 11,19; 13,49; 18,25).
Ważne było też, że wspólnoty wierzących były atrakcyjne dla innych, cieszyli się przychylnością całego ludu. Wierzący tworzyli pewien ideał dla ludzi.
Ludzie zbawieni przez Jezusa należą do Kościoła. Być zbawionym oznacza stać się nowym człowiekiem (2 Kor. …); wierzący jest w Chrystusie, a też jest w Ciele Chrystusa, czym jest Jego Kościół. Nie można być wierzącym bez Kościoła.

Życie pierwszego Kościoła było życiem we wspólnocie, życiem kompletnym, to znaczy, życiem obejmującym nie tylko sprawy duchowe i dobrobyt duchowy, ale dobrobyt materialny, praktyczny.
Kościół był i jest czymś więcej niż duchową wspólnotą. Jest to wspólnota podobna do dobrej rodziny, gdzie członkowie troszczą się wzajemnie o siebie, we wszystkich dziedzinach życia. Członkiem Kościoła jest się nie tylko w niedzielę, podczas nabożeństwa, ale także w każdy inny dzień tygodnia.

Tekst ten jest wyzwaniem dla współczesnych chrześcijan. Nie oznacza, że musimy wszystko dokładnie czynić tak, jak pierwsi chrześcijanie, ale że musimy ciągle sprawdzać, czy nasze Kościoły i zbory, są rzeczywiście wspólnotami, w których każdy wierzący jest przyjmowany i postrzegany jako członek w dobrej rodzinie.